środa, 19 lutego 2014

Epilog

Rok: 2011
Miesiąc: Styczeń
Dzień: 3
Miejsce: Doncaster, dom Lou

~*~LOUIS~*~

Moment, w którym będziemy musieli się zmierzyć ze spojrzeniami całej szkoły musiał nadejść. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale jak nie teraz, to kiedy? Miałem dosyć ukrywania tego, co czuję do Harry’ego, więc w niedzielę wziąłem go do siebie na noc, żeby w poniedziałek móc razem z nim pojechać do szkoły. Luke się zgodził, ale widziałem, że sam się denerwował, bo tak naprawdę nie wiedzieliśmy, co mogło się wydarzyć. Byłem szanowany, to prawda, ale co jeśli ta sytuacja zmieniłaby wszystko? Co jeśli wszyscy odwróciliby się przeciwko mnie? Nie miałem pojęcia, więc udawałem spokojnego, żeby Harry nie dostał jakiegoś ataku paniki. Budzik zadzwonił o godzinie szóstej trzydzieści, więc niechętnie podniosłem się, żeby go wyłączyć, a Harry wymamrotał coś pod nosem z niezadowoleniem i nakrył głowę poduszką.
- Hej Misiek. – Wyszeptałem czule, ale on nadal nie zamierzał wstawać. – Dziś nasz wielki dzień.
- Dzień naszej klęski. Wszyscy umrzemy. – Westchnął pesymistycznie i rzucił poduszkę przez pokój w akcie frustracji. – Szkoła jest do bani. Komu ona potrzebna?
- Jestem tego samego zdania, ale musimy się z tym zmierzyć. Pojedziemy tam, chwycę twoją dłoń, a resztę zostawimy im. Niech sami to przeanalizują. – Wzruszyłem ramionami, ale nie wyglądał na przekonanego.
- No dobra, ale jak coś będą mówić, to ty bierzesz to wszystko na siebie. – Nadąsał się, a na moją twarz wstąpił lekki uśmiech. Był uroczy, kiedy tak robił.
- Dobrze, a teraz wstawaj, bo się spóźnimy. – Odkryłem kołdrę i poszedłem do szafy, żeby wybrać jakieś przyzwoite ciuchy.
- Weź ten biały sweter, który jest po twojej lewej i ciemne jeansy. – Zza moich pleców dobiegł głos mojego chłopaka.
- Jakieś jeszcze życzenia?
- Tak, nie każ mi iść do szkoły. Bolą mnie plecy i źle się czuję i to nie ma sensu, żebyśmy szli tam oboje, skoro możesz iść sam.
- Nie ma mowy. Wstajesz, ubierasz się, jesz śniadanie i jedziemy. – Rzuciłem go poduszką, którą wcześniej wyrzucił.
- Nienawidzisz mnie, prawda? Gdybyś mnie kochał, nie kazałbyś mi iść do szkoły w takim stanie. – Schował głowę pod kołdrą, więc zostałem zmuszony, żeby go stamtąd wyciągnąć. Wziąłem go na ręce i podszedłem do szafy, żeby wybrał sobie ciuchy, które chce ubrać. – Nigdzie nie idę!
- Doprawdy? – Zaśmiałem się na głos i postawiłem go na ziemi, a on natychmiast wrócił do łóżka, więc pobiegłem za nim i usiadłem obok. – Skarbie, jeśli tak dalej pójdzie to za miesiąc tam nie dotrzemy.
- I dobrze. – Spojrzał na mnie lekko zmartwiony. Wiedziałem jakim ciężkim przeżyciem to dla niego będzie. – Boję się.
- Wiem... – Przygarnąłem go do siebie i pocałowałem czule, a jego ręce zacisnęły się na mojej koszulce. – Będzie dobrze. Obiecuję. – Wierzchem dłoni pogładziłem jego policzek. – Zresztą... Stan mówił, że po tym wszystkim, co się stało, szkoła nabrała trochę tolerancji.
- Nie chcę, żeby się nade mną litowali, bo mój ojczym to psychol. – Wtulił się ze mnie, ukrywając twarz. – Chciałbym, żeby lubili mnie za to, kim jestem.
- Jestem pewien, że tak będzie, ale żeby się o tym przekonać, musimy tam pójść.
- No dobrze. Zróbmy to, Lou. Co ma być to będzie. – Odkleił się ode mnie i pewnego rodzaju determinacja zagościła na jego twarzy. Wiedziałem, że damy sobie radę, jeśli tylko w to uwierzymy.
- Do dzieła.

Przyjeżdżając pod szkołę, doszedłem do wniosku, że nigdy w życiu nie byłem tak zestresowany, jak w tamtym momencie. Na parkingu, mimo zimna, jakie panowało na zewnątrz, wielu chłopaków stało przy swoich samochodach z papierosami w ustach, albo po prostu rozmawiając z dziewczynami o tym, jak minął im Sylwester. Kiedyś stałbym obok nich i koloryzował opowieści o tym, jak witałem Nowy Rok, ale tym razem nie miałem czego udawać. Zgasiłem silnik i westchnąłem ciężko. Wszystko miało się zmienić, a ja nie wiedziałem czy jestem na to gotowy. Jeszcze pół godziny temu, byłem przekonany o tym, że powinienem to zrobić, ale teraz w mojej głowie panował mętlik zbędnych myśli, które trudno było opanować. Spojrzałem na Harry’ego, który nerwowo skubał naskórek ze swoich palców i uświadomiłem sobie, że już za późno, żeby się wycofać. Obok mnie siedział chłopak, który na mnie liczył i ufał mi, więc nie mogłem go zawieść. Wdech. Wydech.
- Gotowy? – Ciężko przełknąłem ślinę.
- Myślałem, że zastanawiasz się jak się z tego wykręcić. – Delikatny uśmiech pokrył jego twarz. – Gotowy.
- A więc, zróbmy to. – Chwyciłem jego dłoń i ucałowałem jego policzek. Harry skinął głową, a ja wysiadłem z auta, żeby otworzyć mu drzwi. Czułem spojrzenia niektórych ludzi na swoich plecach, ale zachowywałem spokój. Jedyne o czym myślałem, to mój chłopak i to, że nie mogę stchórzyć. Kiedy zamknąłem auto, moja ręka szybko odnalazła dłoń Harry’ego, więc ścisnąłem ją pewnie i ruszyliśmy przed siebie. Na parkingu nagle zapanowała cisza. Na szczęście nie zaparkowałem zbyt daleko od wejścia do szkoły, więc szybko znaleźliśmy się wewnątrz. Na korytarzach panowała wrzawa, więc pierwsze metry parteru pokonaliśmy niezauważeni. Dopiero, kiedy minęliśmy szatnię i drużynę futbolową, usłyszałem jak ktoś woła moje imię. Zatrzymałem się, a Harry spuścił głowę. Pierwsze kłopoty? Możliwe.
- Słyszałem, że kręcisz ze Stylesem, ale nie wierzyłem. – Ujrzałem kapitana drużyny futbolowej. Zmieszany Steve nie wiedział jak zareagować.
- Przeszkadza ci to? – Spytałem unosząc jedną brew. Ciekawiła mnie odpowiedź.
- Nie, po prostu... Różnie bywało, a mi się wydawało, że nienawiść przekształca się w miłość tylko w filmach. – Zdałem sobie sprawę, że tej rozmowie przysłuchuje się połowa ludzi znajdujących się na korytarzu. – Ale słyszałem o tym co się stało Harry’emu i to dało mi trochę do myślenia. – Od razu spojrzałem na swojego chłopaka, który niepewnie spoglądał na Steva.
- A więc...? – Obrzuciłem go pytającym spojrzeniem.
- Razem z drużyną postanowiliśmy, że ani Harry, ani nikt inny nie doświadczy więcej przykrości z naszej strony. To było dziecinne i bezsensowne. Nie zdawaliśmy sobie prawy z tego, jak ciężko Młody miał w domu, a w szkole jeszcze pogarszaliśmy sprawę. Głupio wyszło. Sorki Harry. – Wyciągnął rękę w jego kierunku. – Rozejm?
- Widzę, że pan Sparks ma duży wpływ na młodzież. – Harry lekko się uśmiechnął i uścisnął jego dłoń. – Ale nie mówny o tym, co się zdarzyło. Mamy nowy, lepszy rok. Przeszłość zostawiłem za sobą. Wy też powinniście.
- Masz rację. Trzymajcie się. Oby ten rok był dla ciebie lepszy. – Szczery uśmiech Steva sprawił, że przestałem się bać reakcji ludzi. Nie wiedziałem, czy reagował w ten sposób, bo czuł, że powinien, czy naprawdę było mu przykro.
- Już jest, dzięki. – Harry ścisnął moją dłoń, więc ruszyliśmy przed siebie. Ludzie obserwowali, szeptali i osądzali, ale ja miałem to gdzieś. Pierwszą lekcją, jaką mieliśmy mieć, była matematyka. Weszliśmy na pierwsze piętro, gdzie czekał na nas Stan. Uściskał nas i spytał o reakcje ludzi, więc opowiedziałem mu wszystko, a Harry usiadł na ławce. Wydawał się być zamyślony, więc zająłem miejsce obok niego i splotłem nasze dłonie razem.
- Wszystko w porządku? – Spytałem z troską, ale on zaprzeczył. – Co się dzieje?
- To nie chęć zmian nimi kieruje. Czuję ich litość i chce mi się ryczeć, wiesz? – Wiedziałem, że łzy napływają mu do oczu, więc przytuliłem go do siebie. Ludzie wciąż się nam przyglądali, ale nic nie było ważniejsze od tego, że Harry czuł się źle, a ja nie potrafiłem tego zmienić.
- To się zmieni. Obiecuję. – Wyszeptałem, uspokajająco gładząc dłonią jego plecy. W tym momencie, na horyzoncie pojawili się członkowie naszej klasy, którzy nie wydawali się zdziwieni.
- Harry! Pierwsza matma po przerwie od szkoły. Pewnie się cieszysz. – Lee usiadł obok nas, a Curly otarł łzy i spojrzał na niego zdezorientowany. – O proszę, nawet się wzruszyłeś. – Widziałem, że starał się rozładować sytuację. – Pan Sparks nie miał z kim prowadzić lekcji, kiedy cię nie było.
- Aż tak źle? – Harry zaśmiał się przez łzy, a ja odetchnąłem z ulgą i posłałem Lee wdzięczne spojrzenie.
- Gdybyś to widział, pewnie załamałbyś się tak samo jak pan Sparks. Co chwilę powtarzał, że bez ciebie nie ma dla kogo prowadzić lekcji. Na szczęście znów jesteś w formie i lekcje nabiorą koloru. Pan Sparks liczy, że nauczyłeś Lou matmy, chociaż to wątpliwe. – Lee spojrzał na mnie jednoznacznie.
- Starałem się, ale masz rację, opornie mu szło. – Harry pokiwał głową z politowaniem.
- Heeeejjj. – Zbulwersowałem się. – Chociaż z drugiej strony... Musze przyznać, że uczenie mnie matematyki jest tak samo bezsensowne, jak próbowanie wytłumaczyć Harry’emu co to jest spalony w piłce nożnej.
- Każdy z nas ma jakieś słabości, ale ja mam ich aż nadmiar. Mogę wam trochę oddać. – Lee wzruszył ramionami. – Dobra, lecę. Widzimy się na lekcji. Dobrze cię znów widzieć, Harry.
- Dzięki. – Uśmiechnął się i westchnął. – Chyba nigdy nie przywyknę do tej sytuacji.
- Przywykniesz. Potrzebujesz czasu, ale dasz radę. – Ucałowałem jego czoło i razem czekaliśmy na dzwonek. Po jakiś dziesięciu minutach rozmowy na temat planów na ten semestr, oczekiwany dźwięk dzwonka wypełnił szkołę. Pan Sparks powitał nas uściskiem i szerokim uśmiechem, co trochę podniosło Harry’ego na duchu. Po przekroczeniu progu klasy, doznałem szoku, bo ławki nie stały już pojedynczo, lecz podwójnie.
- Widzę, że wchodzimy w ten nowy rok z rozmaitymi zmianami. – Zaśmiał się Harry.
- I tak wiem, że odwracalibyście się do siebie przy każdej okazji, więc postanowiłem wam to ułatwić. Liczę na efektywną pracę w parach. – Puścił nam oko, a ja uśmiechnąłem się szeroko i usiadłem obok swojego chłopaka.
Wszyscy schodzili się do klasy przez najbliższe dziesięć minut, ale pan Sparks wydawał się być cierpliwy. Chwycił kredę i napisał na niej drukowanymi literami napis „TOLERANCJA”. Wiedziałem, że to nie będzie normalna lekcja, więc rozdziałem się na krześle i czekałem, aż kazanie się zacznie. Kiedy każde miejsce było zajęte, a moja siostra w końcu dotarła do szkoły, pan Sparks stanął oparty o swoje biurko i zaczął mówić.
- Po pierwsze, witam was wszystkich w tym nowym roku. Mam nadzieję, że mieliście udane Święta i Sylwestra. Ręka do góry, kto jeszcze leczy kaca. – Zaśmiał się, a czterej chłopaków podniosło ręce, niemal leżąc na ławkach. – Zadziwiające. Po drugie, mamy styczeń, a to oznacza, że jesteśmy coraz bliżej końcowych egzaminów. Oby pan Tomlinson tym razem je zdał. – Puścił mi oko, a Harry zaczął się śmiać. – Czyż nie byłoby wstyd, gdyby pan Styles zdał, a ty nie? – Spytał uszczypliwie, a ja wywróciłem oczami. – Po trzecie i najważniejsze, witamy z powrotem naszego matematycznie uzdolnionego Harry’ego! – Kilkoro uczniów zaklaskało, a mój chłopak lekko się uśmiechnął. – Zapewne połowa z was ma dosyć mojego gadania, ale nie mogę się powstrzymać, żeby coś skomentować. Jak większość z was zauważyła, Louis i Harry podjęli bardzo poważną i wymagającą dużej ilości odwagi, decyzję. Naprawdę cieszę się waszym szczęściem.
- Dziękujemy. – Odpowiedziałem.
- Ale wielu z was nie ma pojęcia co tam naprawdę się wydarzyło. – Powiedział pan Sparks. – Czytacie gazety, ale nie zawsze to, co tam piszą jest prawdą. Harry, nie mieszkasz z mamą, prawda?
- Nie. Mieszkam z Lukiem, który przyjaźnił się z moim tatą. – Sprostował Harry. – Chciałbym też dodać, że w dniu, kiedy mój ojczym został aresztowany, nie próbowałem popełnić samobójstwa. Louis starał się trzymać mnie z daleka od mediów, ale zobaczyłem jeden artykuł, który nie zawierał prawdziwych faktów, więc nie wierzcie we wszystko, co przeczytacie.
- Dokładnie. Wracając do tematu naszej lekcji... Louis, kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że dręczenie Harry’ego było złe? Kiedy zacząłeś go tolerować? – Pan Sparks wertował mnie spojrzeniem, a ja sięgnąłem pamięcią do pewnej nocy...
- Pamiętam jak Harry zadzwonił do mnie, że jego ojczym się dowiedział o naszej znajomości. Był nerwowy, więc mimo późnej godziny, zgodziłem się na spotkanie. Wtedy zobaczyłem, że był poobijany i niechcący złapałem go za nadgarstek, gdzie miał niedbale zawiązany bandaż. Wziąłem go do domu i zrobiłem porządny opatrunek. Wtedy uświadomiłem sobie, jakim byłem kretynem, bo przecież Harry miał w domu tyle problemów, że naprawdę nie potrzebował dodatkowych. Zacząłem się troszczyć i teraz jesteśmy w miejscu, gdzie nie mogę bez niego żyć. – Stwierdziłem uśmiechając się pod nosem.
- Jak długo wiedziałeś o tym, co działo się u domu Harry’ego? Dlaczego nie zareagowałeś? – Spytał Troy.
- Nie wiedział. – Odezwał się Harry. – Nie mówiłem mu. Zabroniłem o to pytać. Nie chciałem jego litości.
- Prawda jest taka, że nieważne jak bardzo starałem się pomóc, on mnie od siebie odtrącał. Był dzieciakiem, którym władał strach, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Luke był osobą, której zaufał znacznie łatwiej niż mi, bo tata Harry’emu był jego przyjacielem. Wtedy dopiero zaczął się progres. – Westchnąłem.
- Widzicie? Właśnie to miałem na myśli, mówiąc wam przed Świętami, że wasz kolega nie miał łatwo, a wy wcale mu nie pomagaliście. Mam nadzieję, że wyrzuty sumienia dają o sobie znać, bo ja szczerze powiedziawszy nie pamiętam sytuacji, w której potraktowałbym kogoś w taki sam sposób, w jaki wy traktowaliście Harry’ego. Przyznam się, że byłem raczej po drugiej stronie. To ja pomagałem gnębionym i właśnie w ten sposób mam teraz wspaniałą żonę. Nie zdajecie sobie sprawy, ilu wartościowych ludzi mijacie na ulicy, ale gdyby ktoś pierwszy rzucił kamień, zrobilibyście to samo. Wydaje wam się, że będąc popularnym i szanowanym, wygraliście życie, ale to nieprawda. Harry, co się dla ciebie liczy najbardziej? – Pan Sparks skrzyżował ręce na piersi i czekał na odpowiedź.
- Uczucie bycia potrzebnym. – Stwierdził bez wahania.
- Ilu z was uważa, że gdybyście nie byli popularni i bogaci, wasze życie nie miałoby sensu? – Kilkoro osób podniosło dłonie. – Za pieniądze nie kupicie rodziny, przyjaźni, ani uczucia bycia potrzebnym. Musicie zdać sobie sprawę z tego, że najważniejsze wartości w życiu są darmowe, tylko musimy patrzeć uważnie, żeby je dostrzec. Cieszę się, że Louis zdał sobie z tego sprawę i postanowił obdarzyć Harry’ego miłością, której mu tak brakowało. Najgorsza jest samotność w tłumie, a wielu ludzi w tej szkole przechodzi przez coś takiego. Jeśli widzicie, że ktoś siedzi sam, podejdź i zapytaj jak się czuje. Kiedy ktoś je sam lunch, przysiądź się, może akurat będziecie mieli podobne zainteresowania. Jeśli zobaczycie, że ktoś jest wyśmiewany, nie bójcie się stanąć w jego obronie. Brawa należą się Lily Tomlinson, która od początku broniła waszego kolegi. Naprawdę mam nadzieję, że nienawiść w tej szkole stanie się czymś obcym. Osoby homoseksualne to też ludzie, nie zapominajcie o tym. Jeśli zobaczę kogokolwiek, namawiającego innych do zrobienia czegoś wbrew słowu napisanemu na tablicy, zadbam, aby jego lub jej kariera w tej szkole dobiegła końca. Louis i Harry są pierwszą parą homoseksualną w naszym liceum i liczę, że wykażecie się wsparciem, na jakie zasługują. Louis i Harry – cieszę się, że postanowiliście się ujawnić. W razie jakichkolwiek problemów, zawsze możecie na mnie liczyć. Co do reszty... Lily Tomlinson postanowiła założyć Koło Tolerancji Uczniowskiej, gdzie jakiekolwiek formy nietolerancji będą zwalczane. Możecie zapisać się już teraz, więc-
Kilkoro uczniów podeszło do ławki, w której siedziała Lily. Chcieli się zapisać i pomóc tym, którzy nie mówią wystarczająco głośno, żeby zostać usłyszani. Widząc, że w klasie zapanował chaos i większość ludzi otoczyło moją siostrę, pochyliłem się nad Harrym i ucałowałem jego usta. Widziałem, że był lekko roztrzęsiony, bo zbyt dużo ludzi skupiało na nim uwagę.
- Wszystko okej? – Spytałem gładząc dłonią jego knykcie.
- Tak, ale... Dziwnie się czuję. Jakby coś nowego miało się zacząć, a my patrzymy jak ta stara epoka odchodzi. To nasz nowy start, Lou. Szkoła ma Koło Tolerancji Uczniowskiej, my nie musimy się ukrywać, Mark pójdzie do więzienia, czy może być lepiej? – Spojrzał na mnie z iskierkami w oczach. – Jestem szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy.
- Ja też jestem szczęśliwy, Skarbie. Wszystko zmierza ku dobremu. Po tylu miesiącach deszczu, w końcu wyszło słońce. – Oparłem swoje czoło o jego, a radość tańczyła w jego tęczówkach.
- Niech świeci jak najdłużej.

~*~PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ~*~

Rok: 2011
Miesiąc: Lipiec
Dzień: 3
Miejsce: Derwent Reservoir

~*~HARRY~*~

Wakacje. Dwa miesiące zasłużonego odpoczynku po najcięższym roku w moim życiu. Ku zaskoczeniu wszystkich, Louis zdał egzaminy, a jego wynik bał porównywalny z moim, więc wielu ludzi miało powód, żeby być z niego dumnym. Oficjalnie byliśmy absolwentami liceum, ale wciąż znaki zapytania pojawiały się przy odpowiedzi na pytanie, co chcemy robić w przyszłości. Luke nalegał, żebyśmy poszli na studia, ale chyba nie byłem jeszcze na to gotowy. Nie miałem pojęcia co chcę studiować, tym bardziej Louis. Wszystko było niepewne, więc wolałem raczej dać sobie czas na znalezienie w życiu celu. Na razie jedyne o czym marzyłem, to odpoczynek i właśnie w tym celu pojechaliśmy w dobrze znane mi miejsce. Jezioro, nad którym wraz z Lou, Mattym, Lily i Stanem się znajdowałem, było tym samym, gdzie w zeszłym roku zostałem skrzywdzony. Wiele dni spędziliśmy na zastanawianiu się, czy to dobry pomysł, ale miałem swoje powody, dla których chciałem tu przyjechać. Luke i Gemma rozmawiali z moim psychologiem, który stwierdził, że to dobry pomysł, skoro sam to zaproponowałem, więc dali mi wolą rękę. Pomimo przykrego wspomnienia, to miejsce było piękne i cieszyłem się, że mogłem tu być wraz z przyjaciółmi.
Siedziałem na piasku i obserwowałem jak Lily i Matty pływali w jeziorze, kiedy ktoś usiadł za mną i ucałował mój kark. Wiedziałem, że to Lou, więc obróciłem głowę, żeby go pocałować. Ostatnie miesiące wymagały od nas dużo wysiłku. Długie godziny spędzaliśmy przy książkach i u psychologów, żeby stanąć na nogach. W międzyczasie odbywały się rozprawy sądowe, w których moja matka upierała się, żebym mimo wszystko został pod jej opieką, ale Luke, Gemma i nasz prawnik mieli mocne powody, żeby tak się nie stało, więc od pięciu miesięcy byłem pod prawną opieką Luka. Ku mojemu zaskoczeniu, Gemma zamieszkała  nami na stałe, a Louis i ja otrzymaliśmy większe łóżko, więc dużo czasu spędzał u mnie. Nie zapomnieliśmy jednak o Lily i pani Tomlinson. Siostra Lou uczyła się razem z nami, więc nasza przyjaźń się wzmocniła jeszcze bardziej. Za to moja przyszła teściowa, zachęcała, żebym razem z jej synem, spędzał więcej czasu w ich domu, bo nie miała dla kogo gotować. Podsumowując minione miesiące, wszystko potoczyło się dobrze. Mark został dwadzieścia pięć lat więzienia, co nie usatysfakcjonowało mnie, ale nic nie mogłem na to poradzić. Wciąż bałem się, co się stanie, kiedy on opuści więzienne mury, ale jak na razie nie miałem powodów do obaw. Wiedziałem, że dopóki Louis jest ze mną, nic mi nie grozi.
- O czym myślisz? – Delikatny głos mojego chłopaka dotarł do moich uszu.
- O tym jak wiele się wydarzyło przez ostatnie miesiące. Moja matka jest w Stanach, Luke i Gemma się mną zajmują, zdaliśmy egzaminy, przytyłem i ja nie mam ani jednego siniaka. Nie pamiętałem tej strony życia, a teraz jest jak dawniej. To niesamowite. – Powiedziałem pełen kłębiących się wewnątrz emocji.
- Oh Harry... – Louis oplótł ramionami mój pas i wtulił się w moje plecy.
- Wiem, że ostatnio mieliśmy dużo takich ckliwych rozmów, ale pamiętam jak rok temu siedziałem na tym piasku i zastanawiałem się, kiedy cokolwiek się zmieni. Teraz jestem tu z tobą i nie chciałbym, żeby cokolwiek się zmieniło. Minął zaledwie rok. Nadal niedowierzam.
- Rok temu chodziłem od imprezy do imprezy i nie pamiętałem imion dziewczyn, z którymi sypiałem. – Westchnął ciężko.
- Pamiętasz minę Eleanor, kiedy wróciła do szkoły i zobaczyła nas razem? – Zachichotałem. To był bezcenny widok.
- Myślałem, że mnie zabije. – Lou wstał i usiadł naprzeciwko mnie. Włosy zdążyły mu urosnąć, więc grzywka opadała mu na oczy. Uśmiechnąłem się do siebie i odgarnąłem ją na bok. – Co cię bawi? – Spojrzał na mnie pytająco.
- Nic. Pamiętam jak miałeś krótsze włosy, a teraz mógłbym ci robić kucyki na czubku. – Szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy, a Louis pokiwał głową z politowaniem. – Idziemy na spacer?
- Już myślałem, że będziesz tu siedział do wieczora. – Zaśmiał się na głos i wstał, podając mi dłoń.
Szliśmy wzdłuż jeziora trzymając się za ręce. Lou nie miał pojęcia, że zbliżaliśmy się do miejsca, w którym Mark dokonał swojej zbrodni. Pewniej ścisnąłem jego dłoń, a on zatrzymał się i spojrzał na mnie. Nie chciałem psuć panującej między nami atmosfery, więc wydukałem najgłupsze słowa na świecie.
- Wszystko w porządku, chodźmy. – Pociągnąłem go rękę, ale nie ruszył się w miejsca, więc spuściłem głowę.
- To tu, prawda? – Spytał unosząc mój podbródek.
- Tam. – Wskazałem palcem na miejsce, na widok którego robiło mi się słabo. Louis od razu przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno. – Nie będę płakał. – Zapewniłem.
- To już więcej się nie wydarzy. To przeszłość, słyszysz? Mark jest w więzieniu, a ja nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. Jesteś bezpieczny. – Szeptał, a ja byłem niesamowicie wdzięczny, że go mam.
- Kocham cię.
- Ja też cię kocham, ale chodźmy już stąd. – Odsunąłem się od niego i skinąłem głową. Louis odwrócił się do mnie tyłek i przykucnął minimalnie. – Wskakuj na plecy, dzieciaku.
Słysząc to, uśmiechnąłem się szeroko i zrobiłem, co mi powiedziano. Louis zdążył przywyknąć do tego, że emocjonalnie znajdowałem się na poziomie sześciolatka, więc noszenie mnie na plecach było na porządku dziennym. Tych kilka miesięcy pokazało, że Lou traktował mnie poważnie i nie był ze mną tylko dlatego, że czuł wyrzuty sumienia po tym beznadziejnym zakładzie.
Do domku dotarliśmy po chwili. Louis postawił mnie na ziemi i ucałował moje czoło. Widziałem przez okno, że wszyscy byli w środku, więc postanowiliśmy do nich dołączyć.
- Co tam? – Spytałem siadając na fotelu. – Jaka jest woda w jeziorze? Jak ciepła to idę wkładać kąpielówki.
- Jest przyjemnie ciepła. – Stwierdził Matty, na co Louis od razu poszedł na górę, żeby się przebrać. – Jak tam spacer?
- Byliśmy tam. – Westchnąłem. – Myślałem, że będzie łatwiej. – Lily podeszła do mnie i dała jeden z najlepszych uścisków na świecie.
- Nie dziw się, że było ci trudno. To pierwszy raz, kiedy musiałeś się z tym zmierzyć. – Stwierdził Stan. – Teraz będzie już tylko lepiej. Nie łam się młody.
- Wiem, dzięki. – Uśmiechnąłem się do siebie. – Mam do was prośbę. Moglibyście wieczorem wyjść na jakieś dwie, może trzy godziny? Mam pewien plan i... Nie jestem pewien czy czulibyście się komfortowo, gdyby z naszej sypialni dochodziły dziwne dźwięki. – Czułem, że się rumienię, ale nadal nie spuszczałem wzroku. Wyraz twarzy Lily był bezcenny.
- O mój Boże, ty chcesz TO zrobić! – Zakryłem jej usta dłonią.
- Ciszej! – Skarciłem ją, ale skinąłem głową. – Chcę.
- Nie wierzę. – Stwierdził Stan. – Ale na mnie możesz liczyć. Pójdę do baru i będę pił za wasze szczęście.
- Pójdziemy z tobą. – Zgodził się Matt. – Stresujesz się?
- Bardzo. – Przygryzłem wargę. – Ale chcę tego. Planowałem to od miesiąca. Kupiłem wszystko w tajemnicy przed Lou i teraz nie ma odwrotu. Jeśli on tego nie będzie chciał, to chyba się zabiję. – Zażartowałem, ale Lily spiorunowała mnie spojrzeniem. – Liluś, to był żart. Ż-a-r-t.
- Nie strasz mnie tak, kretynie. – Odetchnęła z ulgą, a mój Apollo pojawił się na dole. Sesje na siłowni z Lukiem były zdecydowanie genialnym pomysłem, bo wyglądał cholernie dobrze. Zostawiłem wszystkich w salonie i poszedłem się przebrać. Czułem jak trzęsą mi się ręce, ale uśmiech gościł na mojej twarzy. Ten dzień będzie jednym z niezapomnianych. Byłem tego pewny.

- Harry, zaczyna się robić zimno. Wyjdźmy już z wody.
- Ale narzekasz. – Zaśmiałem się i ochlapałem go wodą. – No dobra, chodź tu. – Złapałem go za rękę i przyciągnąłem w swoim kierunku. – Pocałuj mnie. – Wyszeptałem patrząc mu prosto w oczy. Lou pochylił się nade mną i pocałował delikatnie. Poczułem jego ręce na swoich biodrach. Uniósł mnie do góry, więc oplotłem nogami jego pas i wplotłem ręce w jego mokre włosy. Louis zaniósł mnie na brzeg i położył na ręczniku. Po chwili odsunął się ode mnie i pocałował mój nos.
- Gdzie są wszyscy? – Wyszeptał, więc podniosłem się do pozycji siedzącej i przygryzłem wargę. – Harry?
- Poprosiłem, żeby ich nie było... – Westchnąłem, a moje zdenerwowanie rosło.
- Dlaczego? – Wyglądał na zdziwionego. Co miałem mu powiedzieć? Nie miałem pojęcia.
- Myślę, że to ten moment, w którym chciałbym... Ehh...
- Chciałbyś co, Harry? – Chwycił moją dłoń.
- Chciałbym się z tobą kochać, Lou. – Spojrzałem na niego niepewnie. Widziałem, że wstrzymał na chwilę oddech. Między nami panowała krępująca cisza, więc byłem pewien, że Louis tego nie chce.
- Jesteś pewny? – Przysunął się do mnie, a ja jedynie dynamicznie skinąłem głową.
- Nie chcesz tego, prawda? – Spuściłem wzrok, a on się zaśmiał. – Co cię bawi?
- Naprawdę myślisz, że mógłbym tego nie chcieć? Ja po prostu... Boję się, że cię skrzywdzę. – Powiedział poważnym tonem. – Nie chciałbym, żebyś przeze mnie cierpiał.
- Zamknij się, Lou. – Powiedziałem i pchnąłem go na ręcznik, siadając na nim okrakiem, przyciskając go za nadgarstki do ziemi. Pochyliłem się nad nim i obdarowałem namiętnym pocałunkiem. – Lubrykant i prezerwatywy mam w sypialni. – Wyszeptałem mu do ucha.
- Zaplanowałeś to. – Wychrypiał, a na mojej twarzy pojawił się figlarny uśmiech. – Myślałem, że masz sześć lat. – Zaśmiał się.
Puściłem jego ręce i wstałem na nogi. Obrzuciłem go kuszącym spojrzeniem i poszedłem w stronę domku. Wiedziałem, że poszedł za mną, bo w progu domku jego ręce spoczęły na moim pasie. Razem wdrapaliśmy się po schodach na górę, gdzie Louis wziął mnie na ręce i zaniósł prosto do sypialni.
- Dlaczego chcesz to zrobić akurat tutaj? – Spytał, kładąc mnie na łóżku i całując każdy centymetr mojej szyi.
- Chciałbym to miejsce wspominać dobrze. Mój ojczym bardzo mnie tu skrzywdził, ale jestem pewien, że możesz wymazać to wspomnienie z mojej pamięci. Kochaj się ze mną, Lou. – Wyszeptałem przygryzając własną wargę.
- Który z nas będzie, em...
- Powinieneś być na górze. – Odpowiedziałem od razu.
- Dobrze. Jesteś pewny?
- Louis. – Spojrzałem na niego jednoznacznie. – Jestem pewny. – Lou skinął głową i wrócił do całowania mojej szyi. Każdy jego pocałunek wydawał się być przemyślany, dopracowany i pełen pasji. Przymknąłem powieki i rozkoszowałem się dotykiem jego ust, które szybko znalazły swoje miejsce na moim torsie. Westchnąłem cicho i oddychałem miarowo. Do tej pory mieliśmy kilka intymnych sytuacji, ale nigdy nie posunęliśmy się dalej niż pocałunki. Każdy z nas zaspokajał się samodzielnie, bo bałem się jakiegokolwiek dotyku w tamtych rejonach, ale to już przeszłość. Nie bałem się.
- Drżysz. – Szept Lou otulił moją twarz, a jego usta delikatnie musnęły moje.
- Nie przerywaj. Przejdzie mi. – Wychrypiałem, a Louis powrócił do calowania linii wzdłuż mojego torsu. Kiedy dotarł do mojego podbrzusza, przyjemne uczucie rozlało się po moim ciele i kolejne westchnięcie opuściło moje usta. Każdy jego ruch był subtelny, więc zanim się zorientowałem, jego dłoń gładziła wewnętrzną stronę mojego uda. Czułem, że zaczynam robić się nieprzyjemnie twardy, więc poruszyłem się na materacu, a Louis posłał mi uśmiech.
- Jesteś niecierpliwy. – Wyszeptał i jednym ruchem zdjął ze mnie kąpielówki. To był pierwszy raz, kiedy znajdowaliśmy się w takiej sytuacji, chociaż widzieliśmy siebie nago. Na początku czułem się niezręcznie, ale po chwili poczułem coś nieoczekiwanego. Ciepłe usta Louisa na moim przyrodzeniu były czymś obcym, ale przyjemnym. Wiedziałem, że to był też jego pierwszy raz, więc nie spodziewałem się, że mógłby to zrobić.
- Nie musisz tego robić. – Westchnąłem, oddychając coraz szybciej.
- Chcę. – Powiedział pewnie i wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia. Zacisnąłem ręce na prześcieradle i starałem się kontrolować odgłosy, które opuszczały moje usta.
- Lou... – Jęknąłem. – Moja kolej.
- Nie dziś, Kochanie. – Podniósł się do pozycji siedzącej, a jego ręka zastąpiła usta. – Jestem wystarczająco twardy i bez twojej pomocy. – Pocałował mnie czule i uśmiechnął się szeroko. – Gdzie masz ten lubrykant?
- W szufladzie po twojej lewej. To znaczy... Prawej. Przepraszam. – Wciąż czułem dłoń Lou poruszającą się rytmicznie na moim członku. Na chwilę przestał, więc wziąłem głęboki oddech, a dwie sekundy później znalazł się między moimi nogami z lubrykantem i prezerwatywą.
- Potrzebujemy to? – Spojrzał na kwadratowe, błyszczące opakowanie.
- Jestem zdrowy, więc chyba nie. Kupiłem, bo używają ich w pornolach. – Wzruszyłem ramionami, a Louis wyrzucił prezerwatywę za siebie i przywarł do moich ust. – Zdejmij kąpielówki.
- Wiem, Słonko. – Odsunął się ode mnie i pozbył się przeszkadzającego elementu garderoby. Naprawdę wydawał się być twardy. Louis przyłapał mnie na tym, że się patrzyłem, więc ukryłem twarz w dłoniach i czułem, że się rumienię. – Będę musiał cię prosić, żebyś zgiął i rozchylił bardziej nogi. – Skinąłem głową i wykonałem jego prośbę. Wiedziałem, że będzie ciężko. – Rozluźnij się, dobrze? – Zamknąłem oczy i jedyne co słyszałem to odgłos otwierania buteleczki z lubrykantem, a już po chwili poczułem zimną maź w tamtych rejonach. Spiąłem się odrobinę, co nie uszło uwadze Lou. – Skarbie, nie chcę cię skrzywdzić, więc musisz się rozluźnić. – Ucałował moje udo, a jego palec delikatnie naparł na wrażliwe miejsce. Starałem się nie spinać i chyba mi się udało, bo Louis powoli wsadził jeden palec. Dał mi chwilę, żebym się przyzwyczaił, po czym zaczął poruszać nim delikatnie. – Wszystko w porządku?
- Tak. – Wydyszałem lekko oszołomiony.
- Boli? – Zaprzeczyłem. Ruchy Lou sprawiły, że totalnie odleciałem i nie czułem już nerwów. Byłem gotowy na wszystko. – Drugi palec? – Spytał subtelnie, a ja skinąłem głową. Nie byłem zbyt rozmowny w tamtym momencie. Poczułem więcej ziemnej mazi przy swoim wejściu i drugi, powoli wsuwający się do środka palec. Tym razem było ciężej, ale nie odczuwałem bólu. Louis znów zatrzymał się na moment, kiedy oba palce znalazły się wewnątrz, ale to nie było konieczne.
- Nie musisz czekać. – Oznajmiłem, na co Louis wyciągnął palce i włożył znów. Jęknąłem głośniej niż wcześniej, więc Louis zamarł. – Nie boli, kontynuuj.
- Okej... – Wyszeptał i wrócił do przygotowywania mnie na finał.
- Myślę, że już możesz. – Oznajmiłem otwierając oczy. Lou jedynie skinął głową i wyjął oba palce. Przez moment poczułem się pusty, ale wiedziałem, że to nie potrwa długo. Obserwowałem jak Louis porywa swoje przyrodzenie w lubrykancie i nie wierzyłem, że to miało za chwilę się wydarzyć.
- Gotowy? – Ciepły i subtelny głos mojego chłopaka sprawił, że wszystkie wątpliwości odeszły.
 - Jak nigdy przedtem. – Delikatny uśmiech zagościł na mojej twarzy, więc Louis przysunął się bliżej. Moment, w którym poczułem lekkie naparcie sprawił, że spiąłem się, ale zanim Lou zdążył cokolwiek powiedzieć, wziąłem głęboki oddech i rozluźniłem się. Musiał to poczuć, bo delikatnie pchnął, a fragment całej jego długości był we mnie. Delikatny dyskomfort zaczął mi doskwierać, ale wiedziałem, że Louis nie zamierzał mnie skrzywdzić. Kiedy wsunął się do końca, łzy napłynęły mi do oczu, ale nie chciałem, żeby przerywał.
- Harry. – Louis pochylił się nade mną i pocałował delikatnie. – Nie musimy tego robić. Mam przestać?
- Nie. Jeśli przestaniesz, to cię zabiję. Przysięgam. – Mówiłem zdeterminowany. – Przywyknę do tego uczucia i będziemy kontynuować. Jest dobrze. Nie martw się. – Zapewniłem i wziąłem głęboki oddech. Zajęło mi parę sekund, żeby się ogarnąć, ale w końcu mi się udało. – Rusz się, Tomlinson. – Powiedziałem z desperacją, a Louis delikatnie zaczął obierać swój własny rytm. Na początku było dziwnie, ale z czasem uświadomiłem się w fakcie, że z jakiegoś powodu, geje na całym świecie to uwielbiają.
- Harry... – Ciche westchnięcie opuściło usta Lou, a on sam przyspieszył. W pewnym momencie poczułem jak delikatny punkt wewnątrz mnie został poruszony, a moim ciałem zawładnęła przyjemność, więc głośny jęk przeszył powietrze. Tym razem Louis nie odebrał tego jako reakcję na ból, więc ponownie uderzył w to samo miejsce, a moje jęki zaczęły stawać się częstsze. Lou także nie starał się być cicho, bo pojedyncze przekleństwa opuszczał jego usta średnio co trzy sekundy. Po chwili Louis zdecydował pochylić się do przodu i pocałować mnie namiętnie, co sprawiło, że temperatura mojego ciała wzrosła jeszcze bardziej.
- Kocham cię Harry. – Wyszeptał patrząc prosto w moje oczy.
- Ja też cię kocham Lou, ahhh. – Jęknąłem głośno, aż echo odbiło się od ścian.
Po tym całkowicie straciliśmy kontrolę. Louis poruszał się we mnie szybko, a nasze naprzemienne jęki wypełniały cały domek. Nie zajęło nam długo, żeby dojść na szczyt erotycznych doznań. Fala niezmiernej przyjemności oblała nasze ciała, pozwalając nam szczytować wspólnie. Nagle w pokoju zapadła cicha, którą przerywały jedynie nasze miarowe oddechy. Kiedy przestałem się trząść, wtuliłem się w Lou i zamknąłem oczy. Ta chwila była idealna. Marzyłem, żeby tak pozostało już zawsze. Louis jakby czytając w moich myślach, okrył nas kocem i powiedział:
- Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie.
- Ja też Lou., ja też...

~~~~~~~
Każdy kiedyś przechodzi przez swój osobisty koniec świata. Mały i rozbity na kawałki świat Harry’ego, był roztrzaskiwany i sklejany wiele razy. Śmierć ojca, obojętność matki, odejście siostry, przybycie ojczyma, gwałt, nienawiść w szkole. Harry nigdy nie sądził, że jego życie kiedykolwiek mogłoby się polepszyć. Wątpił, że dożyje momentu, w którym z dumą przyzna, że jest szczęśliwy i o niczym już nie marzy, bo wszystko, o co mógłby prosić los, miał przy sobie. Rzadko zdarzało mu się patrzyć w przyszłość, bo nie zapowiadała się dobrze.
Wiele rzeczy się zmieniło. Myśląc o tym, wciąż nie dowierzał, że to właśnie jemu przytrafił się taki fart.
Z pragnienia śmierci, do pełni szczęścia.
Ze strachu przed dniem jutrzejszym, do ciekawości co może przynieść życie.
Z przepłakanych nocy, do godzin spędzonych na rozmowie z ukochaną osobą.
Z uczucia odrzucenia, do bycia potrzebnym.
Z niewypowiedzianych słów, do wygłaszania swojej opinii.
Z siniaków i ran, do czystej, niesplamionej skóry.
Z sześciu stóp pod ziemią, do trzech metrów nad niebem.
Z nienawiści, do miłości.

Z tragicznego finały, do „żyli długo i szczęśliwie”.



~Koniec~ 

__________________________________________________
Ryczę, żegnajcie przyjaciele. ;___________;

25 komentarzy:

  1. Nie wierzę, że to koniec... Pamiętam jak znalazłam to opowiadanie i było takie niesamowite już od pierwszego rozdziału. To była historia, którą bodajże czytałam od początku, lecz nie jestem tego pewna. Wiążę z tą opowieścią kawał mojej historii z Larry'm. Przeżycia Harry'ego, choć może nieprawdziwe, to nauczyły mnie wielu rzeczy. Przykro mi, że to opowiadanie odchodzi. Chociaż mam nadzieję, że kiedyś ruszysz z nowym opowiadaniem o Larry'm.

    OdpowiedzUsuń
  2. To było cudowne opowiadanie. Co prawda jakbym miała to czytać wszystko od początku, troche by mi to zajeło, bo rozdziały są bardzo długie XD I muszę się przyznać, że już nie za bardzo pamiętam, co się działo w tym opowiadaniu XD Znaczy nie pamietam szczegółów, kiedy, co jak XD A takie podstawy mniej więcej kojarzę. Fakt faktem, że ostatni rozdział pojawił się po długiej przerwie, a ten epilog trochę szybciej. Na poprzednim rozdziałe wgl nie ogarniałam o co chodziło xD Bo czytałam to opowiadanie kilka miesięcy temu, a czytanie tego od początku jak już mówiłam troche by zajeło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejki, nie mogę uwierzyć, że to koniec. Chyba w jakiś sposób przywiązałam się do tego opowiadania. Będę za nim tęsknić..

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Ryczę... Najlepsze opowiadanie ever! Będę za tobą tęsknić. ;c Oczywiście zakończenie genialne. Cieszę się, że Harry zdecydował się na.. ekm. Na pewno będzie już tylko lepiej. DZIĘKUJE CI ZA TO OPOWIADANIE! x

    OdpowiedzUsuń
  5. nie mogę uwierzyć, że to już koniec.. :"(
    @luvmyjustinxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakim cudem koniec?
    Jakim?
    Matko! Dopiero co znalazłam to opowiadanie!
    Pisze petycję o wydanie tego opowiadanja w formie książki!
    Cudowne to było!
    Jedyne opowiadanie w którym na rozdział czekałam 6 miesięcy i pamiętałam całą treść. Niesamowite jak wszytsko opisalaś, jakbym mogła to wszytko przeżywać (czasami aż za bardzo). Te zmiany charakterów, akcja, fabuła, ukazanie prawdziwego życia.
    Coś idealnego po prostu.
    Nigdy nie zapomnę o tej historii.
    Liczę na kolejne opowiadanie :)
    @kika1613

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy 2 lutego 2016 roku, aktualnie mam ferie i rycze jak pojebana po kolejnym przeczytaniu tego fika, które kocham całą sobą. To jest po prostu piękne. Z pozdrowieniami @ kika1613

      Usuń
    2. Update: Mamy czerwiec 2017 roku, a opowiadanie tak samo zajebistej jak poprzednio. Przeżywałam je tak samo co za pierwszym razem pomimo znanej całej fabuły.

      Usuń
  7. COOOO...ALE JAK TO?!?!?! No nie mogę uwierzyć w to, co czytam...koniec najlepszego opowiadani, jakie kiedykolwiek czytałam..;__; Ale cóż..mogę bez zastanowienia przyznać, że brakuje takich opowiadań. Które mają morał. Naprawdę, można zliczyć ja na palcach jednej ręki. A to miało. Opowiadanie, które w zasadzie jest rzeczywistością. Nie ma na siłę dorobionych akcji, aby wiecznie coś się działo, dzięki czemu czuję się, jakbym naprawdę czytała czyiś pamiętnik. Bo to przecież mało osób na świecie cierpi z powodu braku akceptacji czy molestowania w jakiejkolwiek postaci? Ty ukazałaś, że pomimo bycia największym skurwysynem, jaki był Louis, to można się zmienić, tylko potrzeba chęci. Również pokazałaś, że każdemu można wszystko wybaczyć. Harry - chłopak, który potrafił każdemu przebaczyć. Lou, koledzy ze szkoły...każdy.
    Mówię serio - masz talent i było dla mnie przyjemnością czytanie tego opowiadania. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wierzę, że to koniec. To opowiadanie zawsze będzie jednym z najlepszych jakie przeczytałam. Jest takie wzruszające i przepiękne. Nie wiem co napisać. Popłakałam się na końcu, tak bardzo związałam się z tym opowiadaniem. Pamiętam jak znalazłam to opowiadanie w środku nocy i czytałam aż do rana bo nie mogłam się oderwać. I potem kilkumiesięczne czekanie na rozdział ale dla ciebie mogłabym czekać nawet całe życie. Na pewno jeszcze nie raz będe wracała do tego opowiadania.
    To jest całkowicie wspaniałe! Każdy rozdział, każde zdanie, każde słowo...
    Będe tęsknić. Ale cieszę się, że wszystko akurat się tak skończyło. Jestem szczęśliwa, że Harry i Louis wreszcie są razem i poradzili sobie z tym wszystkim. To najlepsze zakończenie jakie kiedykolwiek mogło być, stworzyłaś im wspaniałą, piękną, wzruszającą historię i cudowne, szczęśliwe zakończenie.
    Dziękuję ci za wszystko, Dee.
    Kocham Cię.

    OdpowiedzUsuń
  9. ah... popłakałam się.. to było cudowne.. ale .. ale nie chodź na zawsze :((... huh ... ciesze się że ta historia zakończyła się szczęśliwie.. i uwielbiam twoją twórczość :)

    OdpowiedzUsuń
  10. KOCHAM CIĘ! to opowiadanie też, dzięki niemu wiem, że trzeba być tolerancyjnym <3 Dziękuję ;* zyczę weny w kolejnych opowiadaniach i jeżeli przestaniesz pisać to Cię zabiję x

    OdpowiedzUsuń
  11. JEJKU NIE WIERZĘ, ŻE TO JUŻ KONIEC TEGO OPOWIADANIA. DZIEWCZYNO JESTEŚ WSPANIAŁA, NAJLEPSZA I NAJZDOLNIEJSZA!!! JEST WIELE OPOWIADAŃ Z PODOBNĄ HISTORIĄ, ALE TWOJE JEST NAJLEPSZE, BO TAK GENIALNIE PISZESZ! PRZECZYTAŁAM WSZYSTKIE TWOJE OPOWIADANIA I JESTEM TWOJĄ WIELKĄ FANKĄ. KAŻDE TWÓJ TEKST MA JAKIŚ PRZEKAZ. CHCIAŁABYM CI OGROMNIE PODZIĘKOWAĆ ZA TO, ŻE UMILIŁAŚ MI KAWAŁEK MOJEGO ŻYCIA SWOIMI BLOGAMI. NIESTETY WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC. CODZIENNIE TU ZAGLĄDAŁAM I SPRAWDZAŁAM CZY NIE DODAŁAŚ. W PEWNYM SĘSIE UZALEŻNIŁAM SIĘ. NIE WIEM JAK SIĘ OD TEGO ODZWYCZAJĘ. DZIĘKUJĘ CI ZA TO, ŻE POMIMO UPADKÓW NIE PODDAŁAŚ SIĘ I PISAŁAŚ DALEJ. TO BYŁO DLA TWOICH CZYTELNIKÓW BARDZO WAŻNE. CZĘSTO WZRUSZAŁY MNIE WYDARZENIA, KTÓRE OPISYWAŁAŚ. KIEDY DZISIAJ TU ZAJRZAŁAM, NIE POWIEM TROCHĘ BYŁO MI SMUTNO, UJRZAWSZY NAGŁÓWEK "EPILOG" ALE TEN ROZDZIAŁ MUSIAŁ W KOŃCU NADEJŚĆ. JESZCZE RAZ OGROMNIE CI DZIĘKUJE I MAM NADZIEJE, ŻE TO NIE JEST TWOJE OSTATNIE OPOWIADANIE. ŻYCZĘ CI SZCZĘŚCIA I WSZYSTKIEGO DOBREGO <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Hiya Dee!
    Nareszcie komentuję po, muszę przyznać, dość długim czasie. Chciałma przeczytać całe opowiadanie od początku i tak też zrobiłam. Byłam trochę zaskoczona tym, że każdy rozdział odkrywałam na nowo i przeżywałam całą historię od nowa, mimo że właśnie każdy rozdział czytałam przynajmniej kilka razy, choć w sumie nie powinno mnie to dziwić, bo od zawsze wiedziałam, że w Twoich opowiadaniach jest swego rodzaju magia i masz niesamowity talent.
    Pamiętam, jak z niecierpliwością czekałam na nową twórczość, Ty torturowałaś mnie spoilerami, a potem był czas, kiedy uzależniłam się od LAC. Nadal podtrzymuję, że jest to najlepsze i zarazem jedno z moich dwóch ulubionych opowiadanie o Larry'm. Pięknie ujęłaś wszystko w słowa i zakończyłaś po mistrzowsku, cóż więcej mogę powiedzieć? Przez ten cały czas związałam się z bohaterami i cieszę się, że są szczęśliwi. Wzruszyłaś mnie i za to Ci dziękuję.
    Chciałabym kiedys wrócić do tego opowiadania, przeczytać wszystko jeszcze raz na spokojnie, bo ostatnio na to brak mi czasu, ale przede wszystkim jestem tu, żeby Ci podziękować. Za wszystkie emocje, jakie we mnie wywołałaś, za wszystkie chwile spędzone z LAC. Za wszystkie nasze rozmowy, za wszystko, po prostu za bycie. Chcę Cię też przeprosić, wiesz za co. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
    Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystko. Życzę Ci dalszych przygód związanych z pisaniem, a przede wszystkim szczęścia i po prostu wszystkiego dobrego <3

    Joana

    OdpowiedzUsuń
  13. O boze to bylo cudne *,* czedto plakalam. Raz ze smutku a raz ze szczescia. To opowiadanie jest najlepszym. Kocham cieza to ze to napisalas. Nie komentowalam opowiadania bo dzisiaj jej znalazlam i nie zaluje *,* *,* *,* *,*

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem, czy autorka tego opowiadania jeszcze tu zagląda, ale ja po prostu muszę tu coś napisać. otóż... Jest to najlepsza rzecz, jaką czytałam w całym swoim życiu. Wróciłam tu znów po kilku miesiącach, by przekonać się o tym jeszcze raz. Niesamowita historia wspaniale opowiedziana. Czytając Twoje notki pod rozdziałami zachodzę w głowę, jakim cudem z "braku weny" może powstać coś tak pięknego? Nie jestem "Larry shipper", wręcz daleko mi do tego, ale Harry i Louis z Twojego opowiadania już na zawsze będą moimi ulubionymi. Czytam wiele opowiadań o 1D, ale tylko do tego wracam, mimo że historię znam już na pamięć, jest dla mnie tak wyjątkowa, że aż sama tego nie rozumiem... Mam nadzieję, że ten blog nigdy nie zniknie, bo chyba bym umarła wchodząc tu pewnego dnia i widząc, że nie ma już mojej ukochanej historii, która bardzo wpłynęła na moje życie. Dziękuję Ci za wszystko z całego serca! Ja naprawdę rzadko się zachwycam takimi rzeczami.. Jeśli jest gdzieś w sieci coś więcej Twojego autorstwa, bardzo chętnie bym to przeczytała. Zazdroszczę Ci, że potrafisz tak pisać. Jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, wiedz, że jesteś niesamowita i Cię kocham, mimo że nie mam pojęcia kim jesteś. Może wydać się śmieszne to, co piszę, ale naprawdę bardzo dziękuję za LAC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż zaglądam ;') Dziękuję za te wszystkie miłe słowa, to motywuje mnie do wrócenia do pisania <3

      Usuń
  15. hej!. tutaj @ilyQueenJade z tt
    miałam ci tylko przypomnieć, byś zaprosiła mnie do opowiadania last-wish-1d
    :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham Cię tak bardzo za to opowiadanie! Właśnie takie smutne mnie interesują :3 nic nowego ale jak zwykle płakałam. Dzięki wielkie :3 nie rozpisze się bardziej bo spać się mi chce :( ;) Kocham cie, robaczku <3

    OdpowiedzUsuń
  17. zapraszam :)
    http://larry-flawless.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Idealne, perfekcyjne, zaskakujace, pouczajace i...nie ma tylu przymiotknikow zebym mogla okreslic jak wspaniale jest to opwiadanie. Swietna praca kochanie.!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam to opowiadanie po raz piąty i czuję, że zakochuję się w nim coraz bardziej. Czytałam dużo ff o Larry'm, ale to mnie urzekło. Od samego początku wiedziałam, że jest inne niż wszystkie. Jest takie delikatne i szybko się je czyta. Zawsze będzie moim ulubionym opowiadaniem.
    ~@mandarawr_x

    OdpowiedzUsuń
  20. OMG Zaczęłam czytać to ff ale nie spodziewalam się czegoś tak wspaniałego. Przeczytałam już wiele ff więc sądziłam , że ten będzie taki jak każdy ale musze stwierdzić, że po przeczytaniu jestem bardzo mile zaskoczona i jest to zdecydowanie jedno z najlepszych FF o Larrym... Pare razy nawet chciało mi się ryczeć i nie mogłam dalej czytać ale po skończeniu czuję pustkę bo chciałabym jeszcze więcej! ♥

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeju, przeczytałam tego bloga w jeden dzień przezywajac to wszystko razem z Harrym i Lou
    Wspaniały blog i chciałabym przeczytać więcej. Żałuję że to się tak szybko skończyło

    OdpowiedzUsuń