niedziela, 26 stycznia 2014

20. I don't care what people say when we're together..

Rok: 2010
Miesiąc: Grudzień
Dzień: 25
Miejsce: Doncaster, dom Luka

~*~HARRY~*~

Poprzedni dzień skończył się całkiem przyjemnie. Po śpiewaniu kolęd przez cały wieczór i robienia sobie żartów z Gemmy, czułem się zdecydowanie lepiej. Mój ból fizyczny nadal mi przeszkadzał, ale moja rodzina zniwelowała ból psychiczny, który był zdecydowanie większy niż dyskomfort pochodzący z ran na plecach. Poranek wprawił mnie w nerwowy nastrój. Luke otrzymał telefon od swojego rodzeństwa, że są w drodze i za jakieś dwie godzinny powinni się pojawić. Czy wiedzieli o mnie? Czy Luke powiedział im o tym, co przeszedłem? Co sobie pomyślą, kiedy się dowiedzą? Nie wiedziałem. Czułem się niekomfortowo z myślą, że mógłbym im przeszkadzać. Leżałem w łóżku, nie mając nawet ochoty otwierać prezentów. Louis już od godziny był na nogach, więc przyszedł do mnie całkowicie ubrany i roześmiany.
- A ty nie wstajesz? – Usiadł na brzegu łóżka, a ja ukryłem głowę pod kołdrą.
- Oni mnie nie polubią. Wiem to! Będą się dziwnie patrzyć i zastanawiać po co Luke mnie przygarnął. – Westchnąłem.
- Ale z ciebie głuptas. Luke mówił im o tobie. Nie mogą się doczekać aż znów cię zobaczą. – Odsłonił moją twarz i posłał mi uśmiech.
- Znów?
- Widzieli cię jak byłeś młodszy. Nie stresuj się. Będzie dobrze. – Ucałował moje czoło. – Mam coś dla ciebie. Resztę prezentów możesz otworzyć później, ale chciałbym, żebyś ten zobaczył teraz.
- Znalazłeś czas, żeby kupić mi prezent? – Podniosłem się z lekkim grymasem. – To kochane.
- Obiecałem ci to. – Podał mi starannie zapakowany podarunek, a ja zawahałem się. – Wszystko w porządku?
- Tak. Po prostu.. Kocham cię, wiesz? – Uśmiechnąłem się nie patrząc na niego. Po dosłownie dwóch sekundach usiadł obok mnie i przytulił.
- Ja też, ale otwórz już ten prezent! – Zaśmiał się, a ja wywróciłem oczami. Rozerwałem ozdobny papier, a moim oczom ukazał się ten sweter. Ten sam, który wtedy widniał na wystawie sklepu w centrum handlowym. Louis pamiętał.
- Ja.. Nie sądziłem, że mi go kupisz.. – Wydukałem. – Dziękuję. – Pocałowałem jego policzek i od razu włożyłem na siebie sweter. Pasował idealnie.
- Wyglądasz na sześć lat. – Louis zaśmiał się głośno, a ja go szturchnąłem.
- Wiem, że ci się podobam w tym sweterku. Nie oszukuj siebie, Tomlinson.
- Racja. – Pokazał mi język. – Wstawaj, książę! – Wywróciłem oczami i z trudem wstałem. Louis pomagał mi dotrzeć do fotela, na którym leżały ciuchy, które powinienem włożyć. Nie zamierzałem jednak ściągać z siebie prezentu od Lou. Przygotowywanie się zajęło mi jakieś dwadzieścia minut. Luke i Gemma przygotowywali obfite śniadanie dla nas i naszych gości, którzy wkrótce mieli dotrzeć. Louis zaniósł mnie na kanapę, więc postanowiłem obejrzeć telewizje. W kuchni trwały zawzięte rozmowy na temat rodzeństwa Luka, a ja tylko wzdychałem głośno, czekając aż ktoś się mną zainteresuje. W końcu śpiew Gemmy pokaleczył moje uszy, więc musiałem im o sobie przypomnieć.
- Halo, da mi ktoś tabletki? Proszę i dziękuję. – Spytałem zrezygnowany, ale bez skutku. – Luke! Gemma! – Krzyknąłem, ale oni nadal nic. – Louis jak zaraz tu nie przyjdziesz, to cię zabiję! – Warknąłem sfrustrowany. Salwa śmiechu rozeszła się po kuchni, ale nadal nikt nie pofatygował się, żeby mi pomóc. Stanęłam na nogach i z ogromnym trudem dotarłem do celu. – Dzięki za troskę. – Powiedziałem czując ból w plecach.
- Harry! Mogłeś zawołać. – Louis podszedł do mnie, żeby mi pomóc.
- Żartujesz sobie? Krzyczałem, ale nie słyszeliście! – Byłem wściekły.
- Sorki, Harry. W radiu leciała moja ulubiona piosenka, więc dałam głośniej i cię nie słyszeliśmy. – Tłumaczyła Gemma.
- Nieważne. Po prostu dajcie mi tabletki. – Odparłem obojętnie, a Louis posłał mi lekki uśmiech. – Na ciebie też jestem zły.
- Oj Misiek..
- Nic nie mów. Dajcie mi tabletki. – Luke od razu podał mi moje lekarstwa, więc  połknąłem je popijając wodą. Sam dotarłem na kanapę. Położyłem się i wlepiłem tępo wzrok w telewizor. Louis usiadł obok, ale nie rozmawiałem z nim. Udawałem, że oglądam Przyjaciół, a on bawił się moimi włosami. Tym mnie nie udobrucha.
Jakieś pół godziny później, po mieszkaniu rozszedł się dźwięk dzwonka. Wzdrygnąłem się. Naprawdę nie czułem się dobrze z tymi wszystkimi obawami.
- Będzie dobrze, nie martw się. – Wyszeptał Lou, a ja westchnąłem. Luke pospiesznie otworzył im drzwi i powitał uściskami. W pomieszczeniu zrobiło się zamieszanie, ale wydawało mi się, że kogoś brakuje.
- Luke, staruszku! – krzyknęła jedyna dziewczyna znajdująca się w mieszkaniu. – Mam dla ciebie niespodziankę. – Wyszczerzyła się i odpinając płaszcz, pokazała nam swój ciążowy brzuszek.
- Mary! – Luke uśmiechnął się szeroko. – Andrew, dobra robota. – Uściskał ich oboje. – Który to miesiąc?
- Czwarty. – Odparła.
- Duży ten brzuszek jak na czwarty miesiąc. – Zdziwił się tak samo jak ja.
- Bo to dwójka łobuzów! – Niemal pisnęła. Luke zakrył usta dłonią, a Andrew zaśmiał się.
- Gratuluję. – Wzrok Luka powędrował do niższego chłopaka. – Aiden, chodź tu do mnie. – Rozłożył ramiona w jego kierunku. – Gdzie twoja dziewczyna?
- Zerwaliśmy. Teraz cieszę się życiem singla. – Zabawnie poruszył brwiami. Wciąż siedziałem na kanapie, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
- Gdzie jest Keith? – Westchnął.
- Jest z nami, nie martw się, ale ma ci coś do powiedzenia i nie wie jak na to zareagujesz. – Powiedziała Mary. – Nie krzycz na niego, ok?
- Co się stało? Zabił kogoś? – Widziałem, że staruszek zaczyna się denerwować.
- Kei, chodź tu. – Powiedział Aiden, a próg mieszkania przekroczył wyższy i starszy od Aidena chłopak, który trzymał za rękę.. innego chłopaka? Byłem lekko zmieszany. Keith wyglądał na około 25 lat, a chłopak obok niego nie miał więcej niż 16 lat.
- Hej Luke.. – Wyszeptał Kei, a atmosfera zrobiła się napięta. – Chciałbym ci przedstawić Jaspera. – Wspomniany chłopak spuścił głowę. Widziałem, że czuje się dziwnie. Luke nie wiedział co powiedzieć, więc spojrzał na mnie i Lou. Wstałem i kulejąc podszedłem do nich wszystkich.
 - Hej, jestem Harry, a to Louis. – Chwyciłem jego dłoń. Jasper uśmiechnął się nieśmiało, a Keith wyciągnął rękę w moim kierunku.
- Mały Harry, urosło ci się.
- Troszkę. Nadal ledwo sięgam głową ponad stół. – Keith zaśmiał się, a jego „przyjaciel” odważył się na mnie spojrzeć.
- Słodko razem wyglądacie. – Oznajmiłem.
- To prawda. – Louis zgodził się ze mną. Luke ochłonął, więc posłał mi wdzięczny uśmiech.
- Kei?
- Jasper ma 17 lat i jest pod prawną opieką Mary i Andrew. – Uprzedził jego pytania. – Tak, jestem szczęśliwy. Znalazłem w życiu cel, mam pracę, mieszkanie.. Nawet nie wiesz jak długo błądziłem zanim on pokazał mi, w którą stronę iść. – Coś o tym wiedziałem, więc odnalazłem ramiona Lou i wtuliłem się w niego. Mary, Andrew i Aiden podeszli do nas i przywitali się. Wszyscy byli naprawdę bardzo mili. Luke i Keith rozmawiali, a Jasper podszedł do swojej prawnej opiekunki. Był nieśmiały i całkiem uroczy.
- Jas? Wszystko ok? – Spytała Mary, a on skinął głową. W końcu Gemma wyłoniła się z kuchni niosąc jedzenie na stół.
- Hej wszystkim, jestem Gemma i zrobiłam wam śniadanie. Rozgośćcie się. – Posłała im uśmiech. Wszyscy powitali ją radośnie. Mary i moja siostra znalazły wspólny język. Andrew, Luke i Aiden też rozmawiali we własnym gronie, a Keith i Jasper byli skazani na mnie i Lou. Na początku było niezręcznie, ale przecież jestem czarujący i potrafię rozkręcić rozmowę.
- Jak się poznaliście? – Spytałem.
- Jasper miał problemy w domu, a ja często włóczyłem się po ulicach bez celu, więc wpadłem na niego, kiedy byłem totalnie pijany i nie potrafiłem ustać na nogach. Spytał o adres i zabrał mnie do domu. Następnego dnia chciałem mu podziękować, lecz nie mogłem go znaleźć, ale w końcu mi się udało.. – Uśmiechnął się. – A wy? Jesteście razem?
- Em.. Nie do końca. – Odpowiedziałem. – Ale kocham go.
- To widać. Mary mówiła nam co się stało. Przykro mi. – Kei wyglądał na przejętego.
- Jest w porządku. Mam Lou, jest dobrze. – Louis objął mnie ramieniem i pocałował mój policzek.
- Wiesz.. Na początku baliśmy się, że Luke tego nie zaakceptuje, ale nie spodziewałem się, że on widzi was na co dzień i macie jego wsparcie. Jasper nie chciał tu jechać. Mówił, że to zepsuje wam święta. – Westchnął ciężko. – Co ja z tobą mam? – Spojrzał na swojego chłopaka z uczuciem.
- Nie musiałeś dawać mi noclegu trzy tygodnie z rzędu. – Jas uśmiechnął się wstydliwie. Patrzyłem na nich i sam nie mogłem przestać się uśmiechać. Louis szeptał mi do ucha, że są słodcy, a ja tylko mogłem się zgodzić. Mimo wszystko, potrzebowałem chwilę samotności. Przebywanie wśród tak dużej ilości osób nie działało na mnie dobrze. Poprosiłem Lou, żeby zabrał mnie do pokoju. Luke zrozumiał, że moje plecy dawały o sobie znać, więc musiałem się położyć. Louis ułożył mnie na łóżku, a ja westchnąłem głośno i poprosiłem, aby położył się obok mnie. Wtuliłem się w jego tors i usnąłem.
Wstałem dopiero po dwóch godzinach. Na fotelu siedział Jasper, a Louis opowiadał mi naszą miłosną historię. Słuchałem tego wszystkiego powstrzymując łzy. Przebrnęliśmy przez tyle przeszkód, a mimo wszystko udało nam się wygrać tę wojnę. Lou opowiadał o swojej metamorfozie z takim przejęciem, że jedyne co mogłem zrobić, to wtulić się w niego mocniej.
- Ktoś chyba wstał. – Louis wyszeptał do mojego ucha.
- Kontynuuj, chce posłuchać. – Wymamrotałem.
- Kiedy Harry nie chciał ze mną rozmawiać, byłem załamany. Wtedy dotarło do mnie, co tak naprawdę było dla mnie ważne. Nie była to popularność, czy opinia innych ludzi. Tylko Harry się dla mnie liczy. Wszystko się waliło, a ja nie mogłem sobie poradzić z faktem, że on nie chce mnie znać. Wtedy..
- Wtedy wróciłem do domu, a mój ojczym chciał mnie skrzywdzić. Zrobił to, ale gdyby nie Luke i Louis, pewnie musiałbym trafić do psychiatryka. -  Westchnąłem, ale Louis przytulił mnie mocniej.
- Naprawdę mi przykro, Harry. – Odezwał się Jasper.
- Teraz jest dobrze, nie mówmy o tym. – Podniosłem się i ziewnąłem. – Gdzie są wszyscy? Jakoś cicho się zrobiło.
- Mary śpi, Gemma, Luke, Aiden i Andrew gdzieś pojechali, a Keith gotuje. Pójdę sprawdzić jak mu idzie. Zazwyczaj nie pozwala nikomu wejść do kuchni, kiedy stoi przy garach, ale chyba się nie pogniewa. – Zaśmiał się i wyszedł.


Rok: 2010
Miesiąc: Grudzień
Dzień: 25
Miejsce: Doncaster, dom Luka

~*~LUKE~*~

Wieczorem wszyscy znów siedzieliśmy razem w salonie. Śpiewaliśmy kolędy, piliśmy wino i wspominaliśmy stare, dobre czasy. Keith siedział na fotelu, trzymając Jaspera na kolanach. Patrzyłem na nich i nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Mój braciszek w końcu odnalazł swoje miejsce na świecie. Wszystkie moje obawy odeszły w zapomnienie w chwili, gdy powiedział mi, że znalazł pracę i mieszkanie. Jak się później okazało, pracuje u Andrew, a mieszkanie dzieli z Jasperem. Historia tego chłopca była smutna, ale na szczęście nie tak tragiczna w skutkach jak Harry’ego. Jego rodzice byli alkoholikami, a on kradł, żeby zapewnić sobie jedzenie. W nocy wychodził z domu, żeby nie być świadkiem awantur. Już dawno przestał się liczyć w tamtym domu, więc gdy tylko poznał Keitha, oboje postanowili coś z tym zrobić. Mary i Andrew bez problemów otrzymali zgodę, na bycie jego rodziną zastępczą do momentu ukończenia przez niego osiemnastego roku życia, czyli przez dziesięć miesięcy. Niedługo po rozprawie, Kei postanowił wziąć Jaspera do swojego mieszkania. Byłem z niego dumny. Nie potrafił dorosnąć przez lata, a temu dzieciakowi udało się skłonić go do tego w miesiąc. Cuda się zdarzają. Wiedziałem, że Keith zacznie żyć normalnie, a wraz z nim, Jasper dostanie szansę na lepszy start w przyszłość. Postanowiłem się do nich przysiąść. Rozmawiali z Harrym i Lou, a ich śmiech wypełniał pomieszczenie.
- Przyszedłeś, kiedy chciałem iść na papierosa na balkon. – Stwierdził Keith.
- Mógłbyś rzucić. – Jasper wywrócił oczami. – Nie będę cię całował, jeśli teraz zapalisz. – Skrzywił się.
- Umyję zęby. Za chwilkę wracam. – Kei ucałował czoło młodszego chłopaka i skierował się na balkon, a ja wraz z nim. Staliśmy w ciszy przez chwilę, aż w końcu zdecydował się zacząć rozmowę. – A więc.. Powiedz mi szczerze co o tym wszystkim myślisz. O mnie, o Jasperze, o tej sytuacji.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy.. – Odparłem zdecydowanie.
- Wiesz, zastanawiam się, co tak naprawdę sądzisz. Jasper jest nieletni, spaliśmy ze sobą, jestem od niego starszy o 7 lat i nawet nie czuję się z tym źle. – Spojrzał na mnie pytająco.
- Starasz się przekonać mnie, że to niewłaściwe?
- Zawsze robiłem coś wbrew tobie. Trudno mi się przyzwyczaić, że możesz  zaakceptować mój wybór. Jasper to dobry chłopak, a ja nic w życiu nie osiągnąłem. Wyduś to z siebie. Powiedz, że jestem nieudacznikiem. – Wypuścił dym z ust.
- Wiesz, ze nigdy bym cię tak nie nazwał. Ten dzieciak ma szczęście, że trafił na ciebie. Wiem, że dobrze się nim zajmiesz. Jesteś niesamowity, wiem o tym. Od dziecka uważali cię za dziwaka, ale ty udowadniasz, że nie jesteś inny, tylko wyjątkowy. Wiek to tylko liczba. Kochasz Jaspera i widać, że on ciebie też. Wiem, że dacie sobie radę. Jestem z ciebie dumny, braciszku. – Podszedłem do niego i uścisnąłem mocno.
- Tęskniłem za tobą. Minęło 6 lat od kiedy się wyprowadziłem. Było mi tak ciężko, czasem myślałem, że umrę, ale zastanawiałem się, co ty być zrobił na moim miejscu. Tak bardzo się cieszę, że teraz możesz pomóc Harry’emu, tak samo jak pomogłeś nam. Jesteś aniołem, Luke, naszym aniołem. – Powiedział wtulając się we mnie.
- Oj przestań, Kei. Lepiej zgaś papierosa zanim przypalisz mi koszulę. – Zaśmiałem się.
- Wróćmy do środka. – Powiedział gasząc papierosa. – Ah i jeszcze jedno. Nie śliń się tak na widok Gemmy. Jest dla ciebie za młoda. – Pokazał mi język i zostawił mnie na balkonie ze zmieszaniem pokrywającym moją twarz. Kretyn.

Rok: 2010
Miesiąc: Grudzień
Dzień: 31
Miejsce: Doncaster

~*~LOUIS~*~

Rodzina Luka opuściła Doncaster dopiero tego ranka. Nie było mnie przy ich wyjeździe, gdyż Lily zdążyła wyzdrowieć, a jej odwiedziny Harry’ego stawały się częstsze. Zdecydowanie za bardzo przyzwyczaiłem się do spędzania z nim całych dni, bo teraz każda godzina była udręką. Na szczęście telefony komórkowe istniały i mogłem cały czas kontrolować jego samopoczucie. Dziś był Sylwester, więc wypadałoby coś zorganizować. Jak się szybko okazało, Lily zaprosiła mojego chłopca i jego kuzyna na noworoczną imprezę, która miała nie obejmować mojej osoby. Auć, to zabolało.
- Ale Lily, przecież nie będę mu dokuczał. Obiecuję! Zaproszę Stana, obejrzymy filmy, napijemy się szampana i pójdziemy spać. – Wywróciłem oczami. Moje siostra dramatyzowała.
- Znam cię, Lou. Na pewno nie powstrzymasz się przed jakąś głupią uwagą na temat tego, co się stało. – Odparła zdecydowanie. – Spędź Sylwestra z dziewczyną. W święta wybrałeś ją zamiast nas, więc teraz nie oczekuj, że cię zaproszę.
- Nie musze mieć zaproszenia do własnego domu. – Stwierdziłem z niedowierzaniem.
- Nie będziesz wredny? – Spojrzała na mnie pytająco.
- Nie będę. Teraz zrób listę na zakupy, a ja pojadę do sklepu. Czy ten twój przyjaciel ma jakąś specjalną dietę, czy żywi się jak normalni ludzie? – Pokazałem jej język, a ona rzuciła mnie poduszką.
- Jesteś okropny. – Westchnęła, a  ja szybko opuściłem dom i wsiadłem w auto, udając się do Harry’ego. Powiadomiłem go, że Sylwestra spędzimy razem, a on zareagował okrzykiem radości. Od niego także wziąłem listę zakupów i obiecałem, że mimo obecności Lily, znajdziemy dla siebie chwilę. W supermarkecie spotkałem Gemmę, która kupowała zdecydowanie zbyt dużą ilość alkoholu. To pierwszy raz, kiedy Harry opuści dom, po wyjściu ze szpitala, więc pewnie wraz z Lukiem chcieliby się zrelaksować. Życzyłem im udanej zabawy i wróciłem do domu. Musiałem uzbroić się w cierpliwość. Harry będzie tu za 6 godzin.

- Niech ten rok już się kończy, cholera! – Zaklął kędzierzawy chłopiec, który przypadkowo zbił kieliszek.
- Jeszcze się nie napił, a już rozrabia. – Dogryzłem mu, ale nie poczuł się urażony. Pokazał mi język i nakazał to posprzątać. – Nie mogę się schylać, bo plecy mnie bolą. No już, rusz się. – Widząc, że Lily nie ma w pobliżu, podszedłem do niego i pocałowałem w czoło.
- Zrobię to, bo cię kocham, ale jak twoje plecy wyzdrowieją, będziesz robić mi śniadania do łóżka. – Zaśmiałem się. Po domu rozszedł się dźwięk dzwonka, a ja wiedziałem, że Matty właśnie dotarł na miejsce. Lily zbiegła po schodach w granatowej sukience, żeby powitać swojego chłopaka. Przemilczałem to i wróciłem do dogryzania Harry’emu. Na szczęście moja siostra była zbyt zajęta opowiadaniem Mattowi jak straszne było chorowanie na ospę, więc mogłem bez przeszkód nazywać Harry’ego jak tylko mi się podobało.

Cały wieczór spędziliśmy oglądając jakieś słabe komedie. Stan dotarł do nas dopiero około ósmej, bo pomagał mamie, ale nie ominęło go zbyt wiele. Harry co chwile pisał do mnie smsy, w których narzekał, że najchętniej poszedłby na górę i spędził resztę czasu na przytulaniu się. Prawdę powiedziawszy, też o tym marzyłem.
- Lily, trochę bolą mnie plecy. Pójdę na górę i odpocznę chwilkę, dobrze? – Odezwał się Harry, a ja uśmiechnąłem się pod nosem.
- W porządku. Daj znać, jakbyś czegoś potrzebował. Lou, pomożesz mu wejść po schodach? – Spojrzała na mnie, a ja udając niezadowolenie, skinąłem głową i udałem się z moim chłopcem na górę.
- Wiesz, że jak Lily nas przyłapie, to północ nas zastanie, a ona nadal nie przestanie gadać? – Spytałem z uśmiechem.
- Wiem, ale to takie frustrujące, kiedy siedzisz obok, a ja nie mogę się wtulić... – Harry od razu odnalazł drogę do moich ramion i przywarł do mnie, oplatając ramionami mój pas. – Tak bardzo chce mi się spać. – Ziewnął.
- Prześpij się, obudzę cię za godzinkę. – Pocałowałem czubek jego głowy. – Śpij dobrze, Harry. Kocham cię. – Posłałem mu uśmiech i opuściłem pokój Lily. Utrzymywanie tego sekretu było zdecydowanie trudniejsze niż myślałem.

- Mamy prawie północ, a Harry śpi! – Krzyknęła Lily.
- Północ będzie za czterdzieści minut, daj dzieciakowi pospać. – Wzruszyłem ramionami.
- A od kiedy tobie tak zależy, żeby Harry się wyspał, co? – Spiorunowała mnie spojrzeniem, ale ja to przemilczałem. – Pójdę go przebudzić, a wy bądźcie grzeczni. – Zniknęła na schodach, a ja westchnąłem głośno. Byłem sfrustrowany. Naprawdę nie wiedziałem, jak mamy to ukrywać, kiedy ona jest taka dociekliwa.
- Mam rozumieć, że ona nadal nie wie? – Matty spojrzał na mnie pytająco.
- Na razie nie ma o czym wiedzieć. Nawet nie jesteśmy parą. – Odpowiedziałem obojętnie. – Ale chyba dziś się to zmieni. Jeśli tylko się zgodzi.
- Żartujesz? Na pewno się zgodzi, ale co wtedy zrobicie w szkole? – Stan skrzyżował ręce na piersi.
- Louis Tomlinson wyjdzie z szafy. – Wyszeptałem.
- Jesteś tego pewny? Jak ty to sobie wyobrażasz? – Stan patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Czego ma być pewny? – Zapytała Lily, która nie wiadomo kiedy, pojawiła się w salonie.
- Tego, że po szkole chce wyjechać z miasta. – Wypalił Stanley, a ja uderzyłem się z otwartej dłoni w czoło.
- Idiota. – Wyszeptałem w jego kierunku, a Harry zaszczycił nas swoją obecnością. – Zapomniałem cię obudzić, sorry młody. – Wzruszyłem ramionami.
- Typowe. – Westchnął, ale chwilę po tym, puścił mi oko.
- Dobra, dosyć tego. Siadajcie, a ja przyniosę coś do jedzenia. Matty, chodź ze mną. Ta dwójka musi się dogadać. Harry, jakbyś poczuł się źle, krzycz. – Lily ostatnio była cholernie uszczypliwa.
- Ona chyba ma okres. – Zaśmiałem się, a Harry usiadł obok mnie i ziewnął głośno.
- Nie wziąłem maści. – Młody westchnął ciężko i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Bardzo cię boli? – Ucałowałem czubek jego głowy.
- Nie, tylko troszkę. – Jego twarz pokrył uśmiech. – Napiję się dziś szampana!
- Nie ma mowy. Luke powiedział, żadnego alkoholu. – Uniosłem brew.
- Lou prooooooszę! – Spojrzał na mnie błagalnie.
- Ale tylko łyczka. – Pocałowałem jego nos i objąłem go ramieniem. Stan został postawiony na czatach, więc nie zostaliśmy przyłapani. To zaczynało być irytujące.

- Za cztery minuty północ! Wychodzimy, musimy przygotować fajerwerki! No, dalej! Z wami jak z dziećmi! – Lily krzyknęła wychodząc z domu w samej sukience.
- Lily! Weź kurtkę! – Matty pobiegł za nią, a Stan zaczął wynosić fajerwerki.
- To.. Może my weźmiemy szampana i kieliszki? – Zaproponowałem widząc to całe zamieszanie, ale nikt nie odpowiedział. – Milczenie oznacza zgodę, tak? Harry, weźmiesz szampana? Ja pójdę po kieliszki. Tylko gdzie ona je dała.. – Zacząłem szukać, a Harry tylko patrzył na mnie z rozbawieniem.
- Do północy zostały dwie minuty, a ty nie możesz znaleźć kieliszków. Lily cię zabije. – Podszedł do mnie i pocałował w policzek. – Chyba widziałem je ostatni raz w kuchni.
- Myślisz, że się wścieknie, jeśli równo o północy, my będziemy tutaj zamiast tam? – Przyciągnąłem go do siebie i spojrzałem w oczy.
- Hmm.. Myślę, że nawet nie zauważy. – Zachichotał i wtulił się we mnie. – Przegapimy fajerwerki. Podobno te, które kupił Stan są piękne.
- Mam tutaj coś piękniejszego. – Odpowiedziałem gładząc dłonią jego policzek. Wpatrywałem się w niego przez dłuższą chwilę, aż do moich uszu dotarły odgłosy odliczania.
- 9… 8…
- Harry, chciałbym...
- 5… 4…
- Po prostu to zrób.
- 2… 1…!
Moje usta łatwo odnalazły drogę do jego, wplotłem rękę w jego włosy i całowałem go z czułością. Nie był to krótki pocałunek, a raczej taki, jaki zawsze chciałem przeżyć w sylwestrową noc. Wszystko wydawało się takie właściwe, że nie chciałem przestawać. Jego usta były tak miękkie i delikatne, dokładnie tak je zapamiętałem. Nie miałem jednak zbyt wiele czasu, żeby się tym nacieszyć.
- Gdzie jest ten szampan?! – Z podwórka dotarł głos Lily. Harry powoli zakończył pocałunek i spotkał na mnie z iskierkami radości w oczach.
- Szczęśliwego Nowego Roku, Kochanie. – Wyszeptałem.
- Z takim początkiem, nie może być inaczej. – Przytulił się do mnie mocno. – Kocham cię, Louis.
- Ja też cię kocham, Curly. – Pocałowałem jego czoło, a do naszych uchu dotarły czyjeś kroki. Odskoczyliśmy od siebie, a Lily zgromiła nas spojrzeniem, gdy tylko przekroczyła próg kuchni.
- Nie mogliśmy znaleźć kieliszków. – Wytłumaczyłem, a ona pokręciła głową z politowaniem. Ten rok nie mógł zacząć się lepiej.

Spać poszliśmy dopiero około trzeciej. Urządziliśmy sobie karaoke, a potem graliśmy w butelkę. Starałem się unikać Harry’ego, ale mimo wszystko, Stan nie mógł się powstrzymać przed uszczypliwymi pytaniami. Po zakończonej zabawie, ja udałem się do swojego pokoju, Harry miał spać z Lily, a Stan i Matty na sofie w salonie. Nie mogłem usnąć, więc wierciłem się z boku ma bok. Po dwudziestu minutach, drzwi się otworzyły, a ja poczułem jak ktoś wsuwa się pod moją kołdrę i wtula w moje plecy.
- Zdecydowanie lepiej. – Wyszeptał mi do ucha, a ja zachichotałem i odwróciłem się do niego przodem. – Lily już śpi, więc przyszedłem do ciebie.
- Śpisz ze mną? – Spytałem odgarniając mu loki z czoła.
- Nom. – Wyszczerzył się. – Już do tego przywykłem. Źle mi się śpi samemu.
- Mi też. – Przyznałem. – Chciałem z tobą o czymś porozmawiać. – Westchnąłem ciężko. Bałem się, bo przecież rozmawialiśmy o tym. Szkoła za niedługo miała się zacząć, a ja chciałem skończyć z reputacją skurwiela. Chciałem po prostu pokazać swoje nowe oblicze. Chciałem publicznie przyznać się do tego, że szaleję na punkcie Harry’ego Stylesa i zabiję każdego, kto go urazi.
- A więc słucham. – Powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Ostatnie tygodnie dużo zmieniły. Teraz zaczynamy nowy rok i ja chciałbym, żeby w naszym życiu zmieniło się jeszcze więcej. Za kilka dni wracamy do szkoły, a ja nie chcę cię dłużej ukrywać. – Odparłem całkiem poważnie.
- To znaczy, że będziesz jadł ze mną lunch i rozmawiał na przerwach? – Ucieszył się.
- To znaczy, że chciałbym trzymać cię za rękę idąc szkolnym korytarzem. – Odpowiedziałem patrząc w jego oczy. Wyglądał na zdziwionego.
- Jesteś najpopularniejszym chłopakiem w szkole. Chcesz to wszystko poświęcić dla kogoś takiego jak ja? – Spytał z niedowierzaniem.
- Tak, Harry. Ten cały teatrzyk trwał już zbyt długo. Nie chcę udawać kogoś kim nie jestem. Kocham cię i szczerze powiedziawszy, najchętniej wykrzyczałbym to światu. – Pocałowałem jego czoło i chwyciłem jego dłoń. – Ale wszystko zależy od ciebie. Najpierw.. Musisz udzielić mi odpowiedzi na pewne małe pytanie. – Uśmiechnąłem się lekko.
- A wiec słucham Romeo. – Zachichotał.
- Jak się nie zgodzisz, to się zastrzelę. – Ostrzegłem śmiejąc się przy tym.
- Nie, nie będę pisał za ciebie sprawdzianów z matematyki. – Pokazał mi język.
- Miałem raczej na myśli czy zostaniesz moim chłopakiem, ale skoro nie chcesz... – Udałem niewzruszonego.
- Chcę! – Podniósł się do pionu.
- To znaczy tak? – Uśmiech wstąpił na moją twarz.
- Zdecydowanie. – Skinął głową, a jego usta naparły na moje. – Kocham cię.
- Ja też cię kocham. Chodźmy spać. – Położyłem się na plecach, przyciągając go do siebie. Ułożyłem jego głowę na moim torsie i okryłem nas kocem. Z nim w swoich ramionach, zasypianie przyszło zdecydowanie łatwiej.


Rok: 2011
Miesiąc: Styczeń
Dzień: 1
Miejsce: Doncaster

~*~HARRY~*~

- Louis! Nigdzie nie ma Harry’ego! – Drzwi sypialni otworzyły się, a ja nie zdążyłem się ewakuować. Leżałem wtulony w Louisa, który smacznie sobie spał, a Lily zbierała szczękę z podłogi. – Co tu się dzieje?! Stan! Matty! - Po tonie jej głosu, wiedziałem, że nie jest za bardzo zadowolona.
- Lou.. – Wyszeptałem. – Chyba powinieneś już wstać. – Po chwili w drzwiach pojawiła się pozostała dwójka chłopaków.
- Czekałem na dzień, aż ona was przyłapie i skopie wam tyłki. – Zaśmiał się Stan.
- Wiedziałeś o tym?! – Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- No pewnie, że tak. – Wzruszył ramionami, a Louis głośno ziewnął przeciągając się.
- O co chodzi? – Wymamrotał i spojrzał na swoją siostrę. – Oh.. Hej Liluś, jak ci się spało? Bo nam wspaniale. – Uśmiechnął się i pocałował mój policzek.
- Jaja sobie robisz, Louis?! – Krzyknęła.
- Oh uspokój się. Zadawaj bardziej sensowne pytania, dobrze? – Przeczesał dłonią swoje włosy.
- Co cię łączy z Harrym? – Mierzyła nas spojrzeniem, a ja czułem się źle, że od początku jej nie powiedzieliśmy.
- To mój chłopak. – Oznajmił dumnie, po czym złapał moją dłoń.
- Wiedziałem, że się zgodzi. – Matty posłał nam szeroki uśmiech.
- No nie wierzę. Ty też wiedziałeś. – Złapała się za głowę. – Nienawidziliście się. Ile to trwa? Jak do tego doszło? Dlaczego ja o tym nie wiedziałam? Louis, co z twoją dziewczyną? Czekaj.. Cały czas byłeś u niego! Nie wierzę, że mi to robicie. – Usiadła pod ścianą i patrzyła na nas tępo. – Kochasz go, Harry?
- Kocham. – Odpowiedziałem pewnie. – Był przy mnie, kiedy mój ojczym znów próbował mnie skrzywdzić. Był przy mnie zawsze, Lily. Dba o mnie i kocha mnie. – Pocałowałem Lou czule.
- Lou? Nie żartujesz sobie z niego, prawda? Kochasz go i kiedy płakałeś na moim ramieniu, mówiłeś o nim? – Nerwowo przygryzła wargę.
- Nie żartuję sobie z niego. Spędzam z nim dużo czasu i nikogo nie kochałem tak mocno jak jego. Wtedy płakałem, bo się pokłóciliśmy. Byłem pewny, że go straciłem, ale jak widać, wybaczył mi. – Louis przytulił mnie do siebie, a my usłyszeliśmy rozczulony głos pani Tomlinson.
- W końcu widzę moich chłopców razem! – Podeszła do nas i uścisnęła.
- Mama też wiedziała. Świetnie. – Lily ukryła twarz w dłoniach, a Matty ją objął.
- Kochanie, to była ich decyzja. Woleli poczekać, musisz to zaakceptować i cieszyć się ich szczęściem. – Mama Lou ucałowała nas. Lily biła się z myślami, ale po chwili podbiegła do naszego łóżka i wcisnęła się między nas. Przytuliliśmy ją, a ona posłała nam uśmiech.
- Dwóch z trzech najważniejszych mężczyzn w moim życiu są parą. Dopóki żyję, będę was wspierać. Kocham was. – Wyszeptała.
- My też cię kochamy, Liluś. – Odpowiedział Louis, a już po chwili wszyscy znaleźliśmy się w grupowym uścisku.

- Nie mogę oddychać. – Zaśmiałem się głośno, więc rozluźnili uścisk. Naparłem swoimi ustami na usta Lou, będąc cholernie szczęśliwy z tego jak potoczył się wczorajszy i dzisiejszy dzień. W tym momencie chyba nie mogłem marzyć o czymkolwiek więcej. Stan i Matty zaczęli wiwatować, widząc nas. Czułem się wspaniale. W końcu w moim życiu zapanuje spokój. Byłem niesamowitym szczęściarzem. Witaj Nowy Roku.

20 komentarzy:

  1. SIEMA,
    KOCHAM TO. OKEJ?
    KOOOOOOOOOOOOOOOOOCHAM.
    I NIE WIEM CO JESZCZE POWINNAM NAPISAĆ, BO TO TAK AH I OH I LARRY I W OGOLE WYJEBIE CI ZA TO, ŻE TAK DOBRZE PISZESZ <3

    Hmmmm... to było przeurocze opowiadanie, ale moje wszelkie uczucia przeleje w komentarzu pod epilogiem, bo teraz jestem nie w stanie.

    KOCHAM CIE DEE! <3333333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział, jak rozdział - całkiem w porządku, ale wyszło takie masło maślane. Widać, że bardzo wyszłaś z formy. Nie czyta się płynnie, krótkie zdania i zero rozbudowanych emocji, chociażby przy wyznawianiu sobie uczuć, bardzo przeszkadzają w tekście. Popracuj nad tym! Pozdrawiam, P. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KIMKOLWIEK JESTEŚ CHYBA NIE WIESZ CO PISZESZ!!

      TO BYŁO ZAJEBISTE!
      wszystko było IDEALNE!!
      ale rozdziały mogłyby być szybciej!!

      Usuń
    2. Ten rodział jest piękny jak cały ten blog. Nie wiem jak możesz pisać tutaj "rozdział jak rozdział". Porównaj sobie pierwszy lepszy blog znaleziony gdziekolwiek z tym. Historia jest wspaniała od początku do końca. Pomimo tego, że sporo jest blogów z podobną fabułą, to to opowiadanie to niebo! Czytając tego bloga płakałam, uśmiechałam się i wierzyłam, że w życiu Harrego w końcu zapanuje spokój. Nie można stracić umiejętności pisania od tak. Bardzo podoba mi się ten rozdział i byłam zachwycona widząc 20 rozdział. Jak możesz pisać, że autorka ma popracować nad pisaniem? Spróbuj napisać tak wspaniałego bloga. Nie mam żadnych zarzutów, wszystko jest wprost idealne! A to masło maślane sobie gdzieś wsadź.

      Usuń
    3. napisałam co myślę, o to chyba chodzi w komentarzu? Pisać, co się uważa, a nie chwalić, bo inni tak robią? Nie mówię, że nie potrafi pisać, mówię, że wyszła z formy i może mój komentarz jej pomoże to poprawić? Poza tym, epilog jest o niebo lepszy, więc możliwe, że ten rozdzial po prostu jej wyszedł trochę gorzej i tyle. Cała historia jest piękna i nigdy w to nie wątpiłam ;) -P xx

      Usuń
  3. powiem tylko- WARTO BYŁO CZEKAĆ!!!:DDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział po tak długiej przerwie. Uwielbiam twój styl pisania i bardzo się cieszę z nowego rozdziału!
    Louis i Harry nareszcie oficjalne razem! Jej!
    Naprawdę przyjemnie się czytało.
    Pozdrawiam i życzę weny !! xx

    OdpowiedzUsuń
  5. AWWWWWWWWWWW <33 Szkoda że tak długo nie dodawałaś :( Ale jest zajebistyyyy *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. CZY TO JAKIEŚ ŚWIĘTO ŻE ROZDZIAŁ???
    WOW WOW
    ZAJEBISTY!
    choćby nie wiem ile trzbaby hylo czekać na nn będę czekać xd

    Jasper i Kaith (chyba tak xd )omomomom CUDNIEE! *__*

    Ale i tak nic nie pobije momentu PRZYŁAPANIA PRZEZ LILI!!!
    MISTRZOSTWO hahahahhaah

    Ej serik czekam na nn albo epilog albo cokolwiek

    Jsbdhdejiebsgs *___*
    Kocham tego bloga!
    @kika1613

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosh, tak długo nie było nowego rozdziału że zapomniałam o czym dokładnie jest to opowiadanie... Dzięki temu przeczytałam je jeszcze raz (położyłam się o wpół do 2 w poniedziałek i byłam nie żywa w szkole, ale co tam. Larry ważniejszy ^_^).
    Co do rozdziału, mam zaciesz. :3 Naprawdę nie mogłam się doczekać chwili kiedy Lily się o nich dowie (zareagowała dziwnie spokojnie, jakby nie patrzeć okłamywali ją!) (zastanawia mnie też czemu nie chcieli jej powiedzieć, ok rozumiem, Lou nie chciał słuchać kazań, a na początku to był tylko zakład, ale Harry? Niby obiecał, ale były wróg a przyjaciel... Coś w jego wartościach mi nie pasuje :/)
    Mam nadzieję że tym razem nie każesz nam tyle czekać, bo naprawdę nie mogę się doczekać kontynuacji. :)
    Weny, czasu i spokoju w życiu!
    @miru_sama

    OdpowiedzUsuń
  8. O Bosh!!! To bylo zaaaaaaaaaaaajebiste!!!!!!! Kocham Ciebie i tego bloga. Piszesz niesamowicie tylko szkoda ze rozdzialy dodajesz w tak dlugim odstepie :( mam nadzieje ze nastepny rozdzial bedzie szybciej <3 awww... Larry *_* piszszszszszsz!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham to opowiadanie! Jestem chłopakiem, i szczerze musze przyznać ze to jest jedyne opowiadanie, które przeczytałem rowne 7 razy. gratuluje ci i zycze więcej weny.
    oczywiście każdy rozdzial jest genialny :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Czuję się zobowiązana przeprosić Cię, ponieważ całkowicie zapomniałam o sprawdzaniu Twojego bloga. Usiadłam dzisiaj z taką ciekawością, czy udało Ci się coś napisać, wchodzę, a tutaj piękna niespodzianka w postaci dwóch rozdziałów. Oczywiście zacznę od tego, że warto było czekać tyle czasu! To niesamowite, że pomimo dwudziestu części (co jak co, ale jest to duża liczba biorąc pod uwagę długości) Twoje opowiadanie jest nadal świetne, nie straciło świeżości, tego swojego wyjątkowego blasku. Bo ich historia jest wyjątkowa. Czytając teraz, nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wszystko się układa. Te święta to moment przełomowy dla nich obu. Pocałunek o północy był rzeczą, przez którą płakałam jak głupia.. Nie mogłam się tego doczekać. Wiesz co będzie najgorszą, zbliżającą się chwilą? Kiedy wejdą na tego bloga i zobaczę post pt epilog. Naprawdę się zżyłam i na własnej skórze, dzięki Tobie, przeżywałam to co oni. Wszystkie emocje, każdy najmniejszy ból, rozczarowanie, śmiech, radość.. Co ja Ci mogę jeszcze napisać: naprawdę uwielbiam Twoją twórczość, trafia do mnie jak nic innego :) Przepraszam za nieskładny komentarz, to przez emocje :) xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuje, że wstawiłaś rozdział i się nie poddałaś. Czytam wszystkie twoje opowiadania. Last wish i eclipse of the heart które już skończyłaś również przeczytałam! I jesteś moją ulubioną autorką. Twoje opowiadania są wspaniałe, każdy ma jakiś przekaz. Czekałam na ten rozdział i zaglądałam tu codziennie. Nawet nie wiesz jak się cieszyłam kiedy zobaczyłam rozdział 20 :) Teraz z niecierpliwością czekam na 21. Mam nadzieje, że nie skończysz pisać swoich opowiadań za szybko, bo nie wiem jak się odzwyczaję od sprawdzania twojego blogera czy przypadkiem nic nowego nie dodałaś. Nawet nie wiesz jaka ważna jesteś dla swoich czytelników. Jestem tu od początku i baaardzo się cieszę, że znalazłam twoje opowiadanie! Życzę ci wszystkiego dobrego no i weny oczywiście!!! Do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekałam, ale się nareszcie doczekałam!! To takie piękne. Słodkie i wszystko co najlepsze :U

    OdpowiedzUsuń
  13. omg w końcu nowy rozdział ! cudowny jak każdy ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejciu ten rozdzual jest taki szczęśliwy afkwjxjd. Kocham Cię tak bardzo i dziękuje za te opowiadanie. Jest idealne! Czekam na następny.
    Dla tych rozdziałów mogę czekać nawet
    całe życie.
    ILY ILY ILY ILY ILY ♡

    OdpowiedzUsuń
  15. To było cudowne!
    Kocham Cie i to opowiadanie x

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję za to opowiadanie, choć przez chwilę zapomniałam o problemach. ♥

    OdpowiedzUsuń
  17. Opowiadanie jest fest, serio :D nie ma wprawdzie jakichś wielkich scen czy coś, ale jest bardzo słodkie xD (chociaż w normalnym życiu ludzie się całują i są ze sobą szybciej niż mówią sobie o miłości. albo przynajmniej gdy już o niej mówią, zaczynają być razem. A tu surprise. o.O Ale i tak było cudownie).

    OdpowiedzUsuń