Rok: 2010
Miesiąc: Grudzień
Dzień: 25
Miejsce: Doncaster, dom Luka
~*~HARRY~*~
Poprzedni dzień skończył się całkiem przyjemnie. Po
śpiewaniu kolęd przez cały wieczór i robienia sobie żartów z Gemmy, czułem się
zdecydowanie lepiej. Mój ból fizyczny nadal mi przeszkadzał, ale moja rodzina
zniwelowała ból psychiczny, który był zdecydowanie większy niż dyskomfort
pochodzący z ran na plecach. Poranek wprawił mnie w nerwowy nastrój. Luke
otrzymał telefon od swojego rodzeństwa, że są w drodze i za jakieś dwie
godzinny powinni się pojawić. Czy wiedzieli o mnie? Czy Luke powiedział im o
tym, co przeszedłem? Co sobie pomyślą, kiedy się dowiedzą? Nie wiedziałem. Czułem
się niekomfortowo z myślą, że mógłbym im przeszkadzać. Leżałem w łóżku, nie
mając nawet ochoty otwierać prezentów. Louis już od godziny był na nogach, więc
przyszedł do mnie całkowicie ubrany i roześmiany.
- A ty nie wstajesz? – Usiadł na brzegu łóżka, a ja ukryłem głowę pod kołdrą.
- A ty nie wstajesz? – Usiadł na brzegu łóżka, a ja ukryłem głowę pod kołdrą.
- Oni mnie nie polubią. Wiem to! Będą się dziwnie patrzyć i
zastanawiać po co Luke mnie przygarnął. – Westchnąłem.
- Ale z ciebie głuptas. Luke mówił im o tobie. Nie mogą się
doczekać aż znów cię zobaczą. – Odsłonił moją twarz i posłał mi uśmiech.
- Znów?
- Widzieli cię jak byłeś młodszy. Nie stresuj się. Będzie
dobrze. – Ucałował moje czoło. – Mam coś dla ciebie. Resztę prezentów możesz
otworzyć później, ale chciałbym, żebyś ten zobaczył teraz.
- Znalazłeś czas, żeby kupić mi prezent? – Podniosłem się z
lekkim grymasem. – To kochane.
- Obiecałem ci to. – Podał mi starannie zapakowany
podarunek, a ja zawahałem się. – Wszystko w porządku?
- Tak. Po prostu.. Kocham cię, wiesz? – Uśmiechnąłem się
nie patrząc na niego. Po dosłownie dwóch sekundach usiadł obok mnie i
przytulił.
- Ja też, ale otwórz już ten prezent! – Zaśmiał się, a ja
wywróciłem oczami. Rozerwałem ozdobny papier, a moim oczom ukazał się ten sweter. Ten sam, który wtedy widniał
na wystawie sklepu w centrum handlowym. Louis pamiętał.
- Ja.. Nie sądziłem, że mi go kupisz.. – Wydukałem. –
Dziękuję. – Pocałowałem jego policzek i od razu włożyłem na siebie sweter.
Pasował idealnie.
- Wyglądasz na sześć lat. – Louis zaśmiał się głośno, a ja
go szturchnąłem.
- Wiem, że ci się podobam w tym sweterku. Nie oszukuj
siebie, Tomlinson.
- Racja. – Pokazał mi język. – Wstawaj, książę! –
Wywróciłem oczami i z trudem wstałem. Louis pomagał mi dotrzeć do fotela, na
którym leżały ciuchy, które powinienem włożyć. Nie zamierzałem jednak ściągać z
siebie prezentu od Lou. Przygotowywanie się zajęło mi jakieś dwadzieścia minut.
Luke i Gemma przygotowywali obfite śniadanie dla nas i naszych gości, którzy
wkrótce mieli dotrzeć. Louis zaniósł mnie na kanapę, więc postanowiłem obejrzeć
telewizje. W kuchni trwały zawzięte rozmowy na temat rodzeństwa Luka, a ja
tylko wzdychałem głośno, czekając aż ktoś się mną zainteresuje. W końcu śpiew
Gemmy pokaleczył moje uszy, więc musiałem im o sobie przypomnieć.
- Halo, da mi ktoś tabletki? Proszę i dziękuję. – Spytałem
zrezygnowany, ale bez skutku. – Luke! Gemma! – Krzyknąłem, ale oni nadal nic. –
Louis jak zaraz tu nie przyjdziesz, to cię zabiję! – Warknąłem sfrustrowany. Salwa
śmiechu rozeszła się po kuchni, ale nadal nikt nie pofatygował się, żeby mi
pomóc. Stanęłam na nogach i z ogromnym trudem dotarłem do celu. – Dzięki za
troskę. – Powiedziałem czując ból w plecach.
- Harry! Mogłeś zawołać. – Louis podszedł do mnie, żeby mi
pomóc.
- Żartujesz sobie? Krzyczałem, ale nie słyszeliście! –
Byłem wściekły.
- Sorki, Harry. W radiu leciała moja ulubiona piosenka,
więc dałam głośniej i cię nie słyszeliśmy. – Tłumaczyła Gemma.
- Nieważne. Po prostu dajcie mi tabletki. – Odparłem
obojętnie, a Louis posłał mi lekki uśmiech. – Na ciebie też jestem zły.
- Oj Misiek..
- Nic nie mów. Dajcie mi tabletki. – Luke od razu podał mi
moje lekarstwa, więc połknąłem je
popijając wodą. Sam dotarłem na kanapę. Położyłem się i wlepiłem tępo wzrok w
telewizor. Louis usiadł obok, ale nie rozmawiałem z nim. Udawałem, że oglądam
Przyjaciół, a on bawił się moimi włosami. Tym mnie nie udobrucha.
Jakieś pół godziny później, po mieszkaniu rozszedł się dźwięk
dzwonka. Wzdrygnąłem się. Naprawdę nie czułem się dobrze z tymi wszystkimi
obawami.
- Będzie dobrze, nie martw się. – Wyszeptał Lou, a ja
westchnąłem. Luke pospiesznie otworzył im drzwi i powitał uściskami. W
pomieszczeniu zrobiło się zamieszanie, ale wydawało mi się, że kogoś brakuje.
- Luke, staruszku! – krzyknęła jedyna dziewczyna znajdująca
się w mieszkaniu. – Mam dla ciebie niespodziankę. – Wyszczerzyła się i
odpinając płaszcz, pokazała nam swój ciążowy brzuszek.
- Mary! – Luke uśmiechnął się szeroko. – Andrew, dobra
robota. – Uściskał ich oboje. – Który to miesiąc?
- Czwarty. – Odparła.
- Duży ten brzuszek jak na czwarty miesiąc. – Zdziwił się
tak samo jak ja.
- Bo to dwójka łobuzów! – Niemal pisnęła. Luke zakrył usta
dłonią, a Andrew zaśmiał się.
- Gratuluję. – Wzrok Luka powędrował do niższego chłopaka.
– Aiden, chodź tu do mnie. – Rozłożył ramiona w jego kierunku. – Gdzie twoja
dziewczyna?
- Zerwaliśmy. Teraz cieszę się życiem singla. – Zabawnie
poruszył brwiami. Wciąż siedziałem na kanapie, czekając na dalszy rozwój
wydarzeń.
- Gdzie jest Keith? – Westchnął.
- Jest z nami, nie martw się, ale ma ci coś do powiedzenia
i nie wie jak na to zareagujesz. – Powiedziała Mary. – Nie krzycz na niego, ok?
- Co się stało? Zabił kogoś? – Widziałem, że staruszek
zaczyna się denerwować.
- Kei, chodź tu. – Powiedział Aiden, a próg mieszkania
przekroczył wyższy i starszy od Aidena chłopak, który trzymał za rękę.. innego
chłopaka? Byłem lekko zmieszany. Keith wyglądał na około 25 lat, a chłopak obok
niego nie miał więcej niż 16 lat.
- Hej Luke.. – Wyszeptał Kei, a atmosfera zrobiła się
napięta. – Chciałbym ci przedstawić Jaspera. – Wspomniany chłopak spuścił
głowę. Widziałem, że czuje się dziwnie. Luke nie wiedział co powiedzieć, więc
spojrzał na mnie i Lou. Wstałem i kulejąc podszedłem do nich wszystkich.
- Hej, jestem Harry,
a to Louis. – Chwyciłem jego dłoń. Jasper uśmiechnął się nieśmiało, a Keith wyciągnął
rękę w moim kierunku.
- Mały Harry, urosło ci się.
- Troszkę. Nadal ledwo sięgam głową ponad stół. – Keith
zaśmiał się, a jego „przyjaciel” odważył się na mnie spojrzeć.
- Słodko razem wyglądacie. – Oznajmiłem.
- To prawda. – Louis zgodził się ze mną. Luke ochłonął,
więc posłał mi wdzięczny uśmiech.
- Kei?
- Jasper ma 17 lat i jest pod prawną opieką Mary i Andrew.
– Uprzedził jego pytania. – Tak, jestem szczęśliwy. Znalazłem w życiu cel, mam
pracę, mieszkanie.. Nawet nie wiesz jak długo błądziłem zanim on pokazał mi, w
którą stronę iść. – Coś o tym wiedziałem, więc odnalazłem ramiona Lou i
wtuliłem się w niego. Mary, Andrew i Aiden podeszli do nas i przywitali się.
Wszyscy byli naprawdę bardzo mili. Luke i Keith rozmawiali, a Jasper podszedł
do swojej prawnej opiekunki. Był nieśmiały i całkiem uroczy.
- Jas? Wszystko ok? – Spytała Mary, a on skinął głową. W
końcu Gemma wyłoniła się z kuchni niosąc jedzenie na stół.
- Hej wszystkim, jestem Gemma i zrobiłam wam śniadanie.
Rozgośćcie się. – Posłała im uśmiech. Wszyscy powitali ją radośnie. Mary i moja
siostra znalazły wspólny język. Andrew, Luke i Aiden też rozmawiali we własnym
gronie, a Keith i Jasper byli skazani na mnie i Lou. Na początku było
niezręcznie, ale przecież jestem czarujący i potrafię rozkręcić rozmowę.
- Jak się poznaliście? – Spytałem.
- Jasper miał problemy w domu, a ja często włóczyłem się po
ulicach bez celu, więc wpadłem na niego, kiedy byłem totalnie pijany i nie
potrafiłem ustać na nogach. Spytał o adres i zabrał mnie do domu. Następnego
dnia chciałem mu podziękować, lecz nie mogłem go znaleźć, ale w końcu mi się
udało.. – Uśmiechnął się. – A wy? Jesteście razem?
- Em.. Nie do końca. – Odpowiedziałem. – Ale kocham go.
- To widać. Mary mówiła nam co się stało. Przykro mi. – Kei
wyglądał na przejętego.
- Jest w porządku. Mam Lou, jest dobrze. – Louis objął mnie
ramieniem i pocałował mój policzek.
- Wiesz.. Na początku baliśmy się, że Luke tego nie zaakceptuje,
ale nie spodziewałem się, że on widzi was na co dzień i macie jego wsparcie.
Jasper nie chciał tu jechać. Mówił, że to zepsuje wam święta. – Westchnął
ciężko. – Co ja z tobą mam? – Spojrzał na swojego chłopaka z uczuciem.
- Nie musiałeś dawać mi noclegu trzy tygodnie z rzędu. –
Jas uśmiechnął się wstydliwie. Patrzyłem na nich i sam nie mogłem przestać się
uśmiechać. Louis szeptał mi do ucha, że są słodcy, a ja tylko mogłem się
zgodzić. Mimo wszystko, potrzebowałem chwilę samotności. Przebywanie wśród tak
dużej ilości osób nie działało na mnie dobrze. Poprosiłem Lou, żeby zabrał mnie
do pokoju. Luke zrozumiał, że moje plecy dawały o sobie znać, więc musiałem się
położyć. Louis ułożył mnie na łóżku, a ja westchnąłem głośno i poprosiłem, aby
położył się obok mnie. Wtuliłem się w jego tors i usnąłem.
Wstałem dopiero po dwóch godzinach. Na fotelu siedział
Jasper, a Louis opowiadał mi naszą miłosną historię. Słuchałem tego wszystkiego
powstrzymując łzy. Przebrnęliśmy przez tyle przeszkód, a mimo wszystko udało
nam się wygrać tę wojnę. Lou opowiadał o swojej metamorfozie z takim
przejęciem, że jedyne co mogłem zrobić, to wtulić się w niego mocniej.
- Ktoś chyba wstał. – Louis wyszeptał do mojego ucha.
- Kontynuuj, chce posłuchać. – Wymamrotałem.
- Kiedy Harry nie chciał ze mną rozmawiać, byłem załamany.
Wtedy dotarło do mnie, co tak naprawdę było dla mnie ważne. Nie była to
popularność, czy opinia innych ludzi. Tylko Harry się dla mnie liczy. Wszystko
się waliło, a ja nie mogłem sobie poradzić z faktem, że on nie chce mnie znać.
Wtedy..
- Wtedy wróciłem do domu, a mój ojczym chciał mnie
skrzywdzić. Zrobił to, ale gdyby nie Luke i Louis, pewnie musiałbym trafić do
psychiatryka. - Westchnąłem, ale Louis
przytulił mnie mocniej.
- Naprawdę mi przykro, Harry. – Odezwał się Jasper.
- Teraz jest dobrze, nie mówmy o tym. – Podniosłem się i
ziewnąłem. – Gdzie są wszyscy? Jakoś cicho się zrobiło.
- Mary śpi, Gemma, Luke, Aiden i Andrew gdzieś pojechali, a
Keith gotuje. Pójdę sprawdzić jak mu idzie. Zazwyczaj nie pozwala nikomu wejść
do kuchni, kiedy stoi przy garach, ale chyba się nie pogniewa. – Zaśmiał się i
wyszedł.
Rok: 2010
Miesiąc: Grudzień
Dzień: 25
Miejsce: Doncaster, dom Luka
~*~LUKE~*~
Wieczorem wszyscy znów siedzieliśmy razem w salonie.
Śpiewaliśmy kolędy, piliśmy wino i wspominaliśmy stare, dobre czasy. Keith
siedział na fotelu, trzymając Jaspera na kolanach. Patrzyłem na nich i nie
mogłem powstrzymać uśmiechu. Mój braciszek w końcu odnalazł swoje miejsce na
świecie. Wszystkie moje obawy odeszły w zapomnienie w chwili, gdy powiedział
mi, że znalazł pracę i mieszkanie. Jak się później okazało, pracuje u Andrew, a
mieszkanie dzieli z Jasperem. Historia tego chłopca była smutna, ale na
szczęście nie tak tragiczna w skutkach jak Harry’ego. Jego rodzice byli
alkoholikami, a on kradł, żeby zapewnić sobie jedzenie. W nocy wychodził z
domu, żeby nie być świadkiem awantur. Już dawno przestał się liczyć w tamtym
domu, więc gdy tylko poznał Keitha, oboje postanowili coś z tym zrobić. Mary i
Andrew bez problemów otrzymali zgodę, na bycie jego rodziną zastępczą do
momentu ukończenia przez niego osiemnastego roku życia, czyli przez dziesięć
miesięcy. Niedługo po rozprawie, Kei postanowił wziąć Jaspera do swojego
mieszkania. Byłem z niego dumny. Nie potrafił dorosnąć przez lata, a temu
dzieciakowi udało się skłonić go do tego w miesiąc. Cuda się zdarzają.
Wiedziałem, że Keith zacznie żyć normalnie, a wraz z nim, Jasper dostanie
szansę na lepszy start w przyszłość. Postanowiłem się do nich przysiąść.
Rozmawiali z Harrym i Lou, a ich śmiech wypełniał pomieszczenie.
- Przyszedłeś, kiedy chciałem iść na papierosa na balkon. –
Stwierdził Keith.
- Mógłbyś rzucić. – Jasper wywrócił oczami. – Nie będę cię
całował, jeśli teraz zapalisz. – Skrzywił się.
- Umyję zęby. Za chwilkę wracam. – Kei ucałował czoło
młodszego chłopaka i skierował się na balkon, a ja wraz z nim. Staliśmy w ciszy
przez chwilę, aż w końcu zdecydował się zacząć rozmowę. – A więc.. Powiedz mi
szczerze co o tym wszystkim myślisz. O mnie, o Jasperze, o tej sytuacji.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy.. – Odparłem
zdecydowanie.
- Wiesz, zastanawiam się, co tak naprawdę sądzisz. Jasper
jest nieletni, spaliśmy ze sobą, jestem od niego starszy o 7 lat i nawet nie
czuję się z tym źle. – Spojrzał na mnie pytająco.
- Starasz się przekonać mnie, że to niewłaściwe?
- Zawsze robiłem coś wbrew tobie. Trudno mi się przyzwyczaić,
że możesz zaakceptować mój wybór. Jasper
to dobry chłopak, a ja nic w życiu nie osiągnąłem. Wyduś to z siebie. Powiedz,
że jestem nieudacznikiem. – Wypuścił dym z ust.
- Wiesz, ze nigdy bym cię tak nie nazwał. Ten dzieciak ma
szczęście, że trafił na ciebie. Wiem, że dobrze się nim zajmiesz. Jesteś
niesamowity, wiem o tym. Od dziecka uważali cię za dziwaka, ale ty udowadniasz,
że nie jesteś inny, tylko wyjątkowy. Wiek to tylko liczba. Kochasz Jaspera i
widać, że on ciebie też. Wiem, że dacie sobie radę. Jestem z ciebie dumny,
braciszku. – Podszedłem do niego i uścisnąłem mocno.
- Tęskniłem za tobą. Minęło 6 lat od kiedy się
wyprowadziłem. Było mi tak ciężko, czasem myślałem, że umrę, ale zastanawiałem
się, co ty być zrobił na moim miejscu. Tak bardzo się cieszę, że teraz możesz
pomóc Harry’emu, tak samo jak pomogłeś nam. Jesteś aniołem, Luke, naszym
aniołem. – Powiedział wtulając się we mnie.
- Oj przestań, Kei. Lepiej zgaś papierosa zanim przypalisz
mi koszulę. – Zaśmiałem się.
- Wróćmy do środka. – Powiedział gasząc papierosa. – Ah i
jeszcze jedno. Nie śliń się tak na widok Gemmy. Jest dla ciebie za młoda. –
Pokazał mi język i zostawił mnie na balkonie ze zmieszaniem pokrywającym moją
twarz. Kretyn.
Rok: 2010
Miesiąc: Grudzień
Dzień: 31
Miejsce: Doncaster
~*~LOUIS~*~
Rodzina Luka opuściła Doncaster dopiero tego ranka. Nie
było mnie przy ich wyjeździe, gdyż Lily zdążyła wyzdrowieć, a jej odwiedziny
Harry’ego stawały się częstsze. Zdecydowanie za bardzo przyzwyczaiłem się do
spędzania z nim całych dni, bo teraz każda godzina była udręką. Na szczęście
telefony komórkowe istniały i mogłem cały czas kontrolować jego samopoczucie.
Dziś był Sylwester, więc wypadałoby coś zorganizować. Jak się szybko okazało,
Lily zaprosiła mojego chłopca i jego kuzyna na noworoczną imprezę, która miała
nie obejmować mojej osoby. Auć, to zabolało.
- Ale Lily, przecież nie będę mu dokuczał. Obiecuję!
Zaproszę Stana, obejrzymy filmy, napijemy się szampana i pójdziemy spać. –
Wywróciłem oczami. Moje siostra dramatyzowała.
- Znam cię, Lou. Na pewno nie powstrzymasz się przed jakąś
głupią uwagą na temat tego, co się stało. – Odparła zdecydowanie. – Spędź
Sylwestra z dziewczyną. W święta wybrałeś ją zamiast nas, więc teraz nie oczekuj,
że cię zaproszę.
- Nie musze mieć zaproszenia do własnego domu. –
Stwierdziłem z niedowierzaniem.
- Nie będziesz wredny? – Spojrzała na mnie pytająco.
- Nie będę. Teraz zrób listę na zakupy, a ja pojadę do
sklepu. Czy ten twój przyjaciel ma jakąś specjalną dietę, czy żywi się jak
normalni ludzie? – Pokazałem jej język, a ona rzuciła mnie poduszką.
- Jesteś okropny. – Westchnęła, a ja szybko opuściłem dom i wsiadłem w auto,
udając się do Harry’ego. Powiadomiłem go, że Sylwestra spędzimy razem, a on
zareagował okrzykiem radości. Od niego także wziąłem listę zakupów i obiecałem,
że mimo obecności Lily, znajdziemy dla siebie chwilę. W supermarkecie spotkałem
Gemmę, która kupowała zdecydowanie zbyt dużą ilość alkoholu. To pierwszy raz,
kiedy Harry opuści dom, po wyjściu ze szpitala, więc pewnie wraz z Lukiem
chcieliby się zrelaksować. Życzyłem im udanej zabawy i wróciłem do domu.
Musiałem uzbroić się w cierpliwość. Harry będzie tu za 6 godzin.
- Niech ten rok już się kończy, cholera! – Zaklął kędzierzawy
chłopiec, który przypadkowo zbił kieliszek.
- Jeszcze się nie napił, a już rozrabia. – Dogryzłem mu,
ale nie poczuł się urażony. Pokazał mi język i nakazał to posprzątać. – Nie
mogę się schylać, bo plecy mnie bolą. No już, rusz się. – Widząc, że Lily nie
ma w pobliżu, podszedłem do niego i pocałowałem w czoło.
- Zrobię to, bo cię kocham, ale jak twoje plecy
wyzdrowieją, będziesz robić mi śniadania do łóżka. – Zaśmiałem się. Po domu
rozszedł się dźwięk dzwonka, a ja wiedziałem, że Matty właśnie dotarł na
miejsce. Lily zbiegła po schodach w granatowej sukience, żeby powitać swojego
chłopaka. Przemilczałem to i wróciłem do dogryzania Harry’emu. Na szczęście
moja siostra była zbyt zajęta opowiadaniem Mattowi jak straszne było chorowanie
na ospę, więc mogłem bez przeszkód nazywać Harry’ego jak tylko mi się podobało.
Cały wieczór spędziliśmy oglądając jakieś słabe komedie.
Stan dotarł do nas dopiero około ósmej, bo pomagał mamie, ale nie ominęło go
zbyt wiele. Harry co chwile pisał do mnie smsy, w których narzekał, że
najchętniej poszedłby na górę i spędził resztę czasu na przytulaniu się. Prawdę
powiedziawszy, też o tym marzyłem.
- Lily, trochę bolą mnie plecy. Pójdę na górę i odpocznę
chwilkę, dobrze? – Odezwał się Harry, a ja uśmiechnąłem się pod nosem.
- W porządku. Daj znać, jakbyś czegoś potrzebował. Lou,
pomożesz mu wejść po schodach? – Spojrzała na mnie, a ja udając niezadowolenie,
skinąłem głową i udałem się z moim chłopcem na górę.
- Wiesz, że jak Lily nas przyłapie, to północ nas zastanie,
a ona nadal nie przestanie gadać? – Spytałem z uśmiechem.
- Wiem, ale to takie frustrujące, kiedy siedzisz obok, a ja
nie mogę się wtulić... – Harry od razu odnalazł drogę do moich ramion i
przywarł do mnie, oplatając ramionami mój pas. – Tak bardzo chce mi się spać. –
Ziewnął.
- Prześpij się, obudzę cię za godzinkę. – Pocałowałem
czubek jego głowy. – Śpij dobrze, Harry. Kocham cię. – Posłałem mu uśmiech i
opuściłem pokój Lily. Utrzymywanie tego sekretu było zdecydowanie trudniejsze
niż myślałem.
- Mamy prawie północ, a Harry śpi! – Krzyknęła Lily.
- Północ będzie za czterdzieści minut, daj dzieciakowi
pospać. – Wzruszyłem ramionami.
- A od kiedy tobie tak zależy, żeby Harry się wyspał, co? –
Spiorunowała mnie spojrzeniem, ale ja to przemilczałem. – Pójdę go przebudzić,
a wy bądźcie grzeczni. – Zniknęła na schodach, a ja westchnąłem głośno. Byłem
sfrustrowany. Naprawdę nie wiedziałem, jak mamy to ukrywać, kiedy ona jest taka
dociekliwa.
- Mam rozumieć, że ona nadal nie wie? – Matty spojrzał na
mnie pytająco.
- Na razie nie ma o czym wiedzieć. Nawet nie jesteśmy parą.
– Odpowiedziałem obojętnie. – Ale chyba dziś się to zmieni. Jeśli tylko się
zgodzi.
- Żartujesz? Na pewno się zgodzi, ale co wtedy zrobicie w
szkole? – Stan skrzyżował ręce na piersi.
- Louis Tomlinson wyjdzie z szafy. – Wyszeptałem.
- Jesteś tego pewny? Jak ty to sobie wyobrażasz? – Stan patrzył
na mnie z niedowierzaniem.
- Czego ma być pewny? – Zapytała Lily, która nie wiadomo kiedy,
pojawiła się w salonie.
- Tego, że po szkole chce wyjechać z miasta. – Wypalił Stanley,
a ja uderzyłem się z otwartej dłoni w czoło.
- Idiota. – Wyszeptałem w jego kierunku, a Harry zaszczycił
nas swoją obecnością. – Zapomniałem cię obudzić, sorry młody. – Wzruszyłem ramionami.
- Typowe. – Westchnął, ale chwilę po tym, puścił mi oko.
- Dobra, dosyć tego. Siadajcie, a ja przyniosę coś do
jedzenia. Matty, chodź ze mną. Ta dwójka musi się dogadać. Harry, jakbyś poczuł
się źle, krzycz. – Lily ostatnio była cholernie uszczypliwa.
- Ona chyba ma okres. – Zaśmiałem się, a Harry usiadł obok
mnie i ziewnął głośno.
- Nie wziąłem maści. – Młody westchnął ciężko i ułożył
głowę na moim ramieniu.
- Bardzo cię boli? – Ucałowałem czubek jego głowy.
- Nie, tylko troszkę. – Jego twarz pokrył uśmiech. – Napiję
się dziś szampana!
- Nie ma mowy. Luke powiedział, żadnego alkoholu. – Uniosłem
brew.
- Lou prooooooszę! – Spojrzał na mnie błagalnie.
- Ale tylko łyczka. – Pocałowałem jego nos i objąłem go ramieniem. Stan został postawiony na czatach, więc nie zostaliśmy przyłapani. To zaczynało być irytujące.
- Za cztery minuty północ! Wychodzimy, musimy przygotować
fajerwerki! No, dalej! Z wami jak z dziećmi! – Lily krzyknęła wychodząc z domu
w samej sukience.
- Lily! Weź kurtkę! – Matty pobiegł za nią, a Stan zaczął
wynosić fajerwerki.
- To.. Może my weźmiemy szampana i kieliszki? –
Zaproponowałem widząc to całe zamieszanie, ale nikt nie odpowiedział. – Milczenie
oznacza zgodę, tak? Harry, weźmiesz szampana? Ja pójdę po kieliszki. Tylko
gdzie ona je dała.. – Zacząłem szukać, a Harry tylko patrzył na mnie z
rozbawieniem.
- Do północy zostały dwie minuty, a ty nie możesz znaleźć
kieliszków. Lily cię zabije. – Podszedł do mnie i pocałował w policzek. – Chyba
widziałem je ostatni raz w kuchni.
- Myślisz, że się wścieknie, jeśli równo o północy, my
będziemy tutaj zamiast tam? – Przyciągnąłem go do siebie i spojrzałem w oczy.
- Hmm.. Myślę, że nawet nie zauważy. – Zachichotał i wtulił
się we mnie. – Przegapimy fajerwerki. Podobno te, które kupił Stan są piękne.
- Mam tutaj coś piękniejszego. – Odpowiedziałem gładząc
dłonią jego policzek. Wpatrywałem się w niego przez dłuższą chwilę, aż do moich
uszu dotarły odgłosy odliczania.
- 9… 8…
- Harry, chciałbym...
- 5… 4…
- Po prostu to zrób.
- 2… 1…!
Moje usta łatwo odnalazły drogę do jego, wplotłem rękę w
jego włosy i całowałem go z czułością. Nie był to krótki pocałunek, a raczej taki,
jaki zawsze chciałem przeżyć w sylwestrową noc. Wszystko wydawało się takie
właściwe, że nie chciałem przestawać. Jego usta były tak miękkie i delikatne,
dokładnie tak je zapamiętałem. Nie miałem jednak zbyt wiele czasu, żeby się tym
nacieszyć.
- Gdzie jest ten szampan?! – Z podwórka dotarł głos Lily. Harry
powoli zakończył pocałunek i spotkał na mnie z iskierkami radości w oczach.
- Szczęśliwego Nowego Roku, Kochanie. – Wyszeptałem.
- Z takim początkiem, nie może być inaczej. – Przytulił się
do mnie mocno. – Kocham cię, Louis.
- Ja też cię kocham, Curly. – Pocałowałem jego czoło, a do
naszych uchu dotarły czyjeś kroki. Odskoczyliśmy od siebie, a Lily zgromiła nas
spojrzeniem, gdy tylko przekroczyła próg kuchni.
- Nie mogliśmy znaleźć kieliszków. – Wytłumaczyłem, a ona
pokręciła głową z politowaniem. Ten rok nie mógł zacząć się lepiej.
Spać poszliśmy dopiero około trzeciej. Urządziliśmy sobie
karaoke, a potem graliśmy w butelkę. Starałem się unikać Harry’ego, ale mimo
wszystko, Stan nie mógł się powstrzymać przed uszczypliwymi pytaniami. Po
zakończonej zabawie, ja udałem się do swojego pokoju, Harry miał spać z Lily, a
Stan i Matty na sofie w salonie. Nie mogłem usnąć, więc wierciłem się z boku ma
bok. Po dwudziestu minutach, drzwi się otworzyły, a ja poczułem jak ktoś wsuwa
się pod moją kołdrę i wtula w moje plecy.
- Zdecydowanie lepiej. – Wyszeptał mi do ucha, a ja
zachichotałem i odwróciłem się do niego przodem. – Lily już śpi, więc
przyszedłem do ciebie.
- Śpisz ze mną? – Spytałem odgarniając mu loki z czoła.
- Nom. – Wyszczerzył się. – Już do tego przywykłem. Źle mi
się śpi samemu.
- Mi też. – Przyznałem. – Chciałem z tobą o czymś
porozmawiać. – Westchnąłem ciężko. Bałem się, bo przecież rozmawialiśmy o tym.
Szkoła za niedługo miała się zacząć, a ja chciałem skończyć z reputacją
skurwiela. Chciałem po prostu pokazać swoje nowe oblicze. Chciałem publicznie
przyznać się do tego, że szaleję na punkcie Harry’ego Stylesa i zabiję każdego,
kto go urazi.
- A więc słucham. – Powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Ostatnie tygodnie dużo zmieniły. Teraz zaczynamy nowy rok
i ja chciałbym, żeby w naszym życiu zmieniło się jeszcze więcej. Za kilka dni
wracamy do szkoły, a ja nie chcę cię dłużej ukrywać. – Odparłem całkiem
poważnie.
- To znaczy, że będziesz jadł ze mną lunch i rozmawiał na
przerwach? – Ucieszył się.
- To znaczy, że chciałbym trzymać cię za rękę idąc szkolnym
korytarzem. – Odpowiedziałem patrząc w jego oczy. Wyglądał na zdziwionego.
- Jesteś najpopularniejszym chłopakiem w szkole. Chcesz to
wszystko poświęcić dla kogoś takiego jak ja? – Spytał z niedowierzaniem.
- Tak, Harry. Ten cały teatrzyk trwał już zbyt długo. Nie
chcę udawać kogoś kim nie jestem. Kocham cię i szczerze powiedziawszy,
najchętniej wykrzyczałbym to światu. – Pocałowałem jego czoło i chwyciłem jego
dłoń. – Ale wszystko zależy od ciebie. Najpierw.. Musisz udzielić mi odpowiedzi
na pewne małe pytanie. – Uśmiechnąłem się lekko.
- A wiec słucham Romeo. – Zachichotał.
- Jak się nie zgodzisz, to się zastrzelę. – Ostrzegłem śmiejąc
się przy tym.
- Nie, nie będę pisał za ciebie sprawdzianów z matematyki. –
Pokazał mi język.
- Miałem raczej na myśli czy zostaniesz moim chłopakiem,
ale skoro nie chcesz... – Udałem niewzruszonego.
- Chcę! – Podniósł się do pionu.
- To znaczy tak? – Uśmiech wstąpił na moją twarz.
- Zdecydowanie. – Skinął głową, a jego usta naparły na
moje. – Kocham cię.
- Ja też cię kocham. Chodźmy spać. – Położyłem się na
plecach, przyciągając go do siebie. Ułożyłem jego głowę na moim torsie i okryłem
nas kocem. Z nim w swoich ramionach, zasypianie przyszło zdecydowanie łatwiej.
Rok: 2011
Miesiąc: Styczeń
Dzień: 1
Miejsce: Doncaster
~*~HARRY~*~
- Louis! Nigdzie nie ma Harry’ego! – Drzwi sypialni
otworzyły się, a ja nie zdążyłem się ewakuować. Leżałem wtulony w Louisa, który
smacznie sobie spał, a Lily zbierała szczękę z podłogi. – Co tu się dzieje?!
Stan! Matty! - Po tonie jej głosu, wiedziałem, że nie jest za bardzo
zadowolona.
- Lou.. – Wyszeptałem. – Chyba powinieneś już wstać. – Po chwili
w drzwiach pojawiła się pozostała dwójka chłopaków.
- Czekałem na dzień, aż ona was przyłapie i skopie wam
tyłki. – Zaśmiał się Stan.
- Wiedziałeś o tym?! – Spojrzała na niego z
niedowierzaniem.
- No pewnie, że tak. – Wzruszył ramionami, a Louis głośno
ziewnął przeciągając się.
- O co chodzi? – Wymamrotał i spojrzał na swoją siostrę. –
Oh.. Hej Liluś, jak ci się spało? Bo nam wspaniale. – Uśmiechnął się i
pocałował mój policzek.
- Jaja sobie robisz, Louis?! – Krzyknęła.
- Oh uspokój się. Zadawaj bardziej sensowne pytania,
dobrze? – Przeczesał dłonią swoje włosy.
- Co cię łączy z Harrym? – Mierzyła nas spojrzeniem, a ja
czułem się źle, że od początku jej nie powiedzieliśmy.
- To mój chłopak. – Oznajmił dumnie, po czym złapał moją
dłoń.
- Wiedziałem, że się zgodzi. – Matty posłał nam szeroki
uśmiech.
- No nie wierzę. Ty też wiedziałeś. – Złapała się za głowę.
– Nienawidziliście się. Ile to trwa? Jak do tego doszło? Dlaczego ja o tym nie
wiedziałam? Louis, co z twoją dziewczyną? Czekaj.. Cały czas byłeś u niego! Nie
wierzę, że mi to robicie. – Usiadła pod ścianą i patrzyła na nas tępo. –
Kochasz go, Harry?
- Kocham. – Odpowiedziałem pewnie. – Był przy mnie, kiedy
mój ojczym znów próbował mnie skrzywdzić. Był przy mnie zawsze, Lily. Dba o mnie
i kocha mnie. – Pocałowałem Lou czule.
- Lou? Nie żartujesz sobie z niego, prawda? Kochasz go i
kiedy płakałeś na moim ramieniu, mówiłeś o nim? – Nerwowo przygryzła wargę.
- Nie żartuję sobie z niego. Spędzam z nim dużo czasu i
nikogo nie kochałem tak mocno jak jego. Wtedy płakałem, bo się pokłóciliśmy.
Byłem pewny, że go straciłem, ale jak widać, wybaczył mi. – Louis przytulił
mnie do siebie, a my usłyszeliśmy rozczulony głos pani Tomlinson.
- W końcu widzę moich chłopców razem! – Podeszła do nas i
uścisnęła.
- Mama też wiedziała. Świetnie. – Lily ukryła twarz w
dłoniach, a Matty ją objął.
- Kochanie, to była ich decyzja. Woleli poczekać, musisz to
zaakceptować i cieszyć się ich szczęściem. – Mama Lou ucałowała nas. Lily biła się z
myślami, ale po chwili podbiegła do naszego łóżka i wcisnęła się między nas.
Przytuliliśmy ją, a ona posłała nam uśmiech.
- Dwóch z trzech najważniejszych mężczyzn w moim życiu są
parą. Dopóki żyję, będę was wspierać. Kocham was. – Wyszeptała.
- My też cię kochamy, Liluś. – Odpowiedział Louis, a już po
chwili wszyscy znaleźliśmy się w grupowym uścisku.
- Nie mogę oddychać. – Zaśmiałem się głośno, więc
rozluźnili uścisk. Naparłem swoimi ustami na usta Lou, będąc cholernie
szczęśliwy z tego jak potoczył się wczorajszy i dzisiejszy dzień. W tym
momencie chyba nie mogłem marzyć o czymkolwiek więcej. Stan i Matty zaczęli
wiwatować, widząc nas. Czułem się wspaniale. W końcu w moim życiu zapanuje
spokój. Byłem niesamowitym szczęściarzem. Witaj Nowy Roku.